Ciężkie od białego maku i lukru rogale marcińskie są od dawna, tuż obok koziołków, symbolem Poznania. Symbolem kontrowersyjnym, bo prawdziwi smakosze nie chcą zaakceptować rogali, które mają unijny znak jakości. Dlaczego?

Święty Marcin gubi podkowę

Tradycja wypieku rogali marcińskich sięga XIX wieku. Jedna z legend opowiada o świętym Marcinie, rzymskim legioniście, który widząc nędzarza, z miejsca podarował mu swój płaszcz i cały majątek. 11 listopada 1981 roku przypomniał o tej opowieści poznański ksiądz, nakłaniając wiernych do pomocy ubogim. Posłuchał go jeden z cukierników Józef Melzer, który upiekł rogale i rozdał biednym. W kolejnych latach tradycja wypiekania rogali w ten konkretny dzień, 11 listopada, tylko się umocniła, a do Melzera dołączyli kolejni cukiernicy. Inna wersja mówi o podkowie, zgubionej przez konia św. Marcina - to jej kształt miał być inspiracją do powstania rogali. Prawdopodobnie samo przygotowywanie słodkości na dzień św. Marcina pochodzi z czasów wcześniejszych, niektóre źródła mówią nawet o XIII wieku.

Obecnie certyfikat uprawniający do sprzedawania oryginalnych, opatrzonych znakiem jakości rogali świętomarcińskich ma ponad setka cukierni i piekarni. Z kolei jeśli chcecie nie tylko rogala zjeść, ale i zobaczyć, jak powstaje, odwiedźcie Rogalowe Muzeum Poznania. Może słowo muzeum jest tu użyte nieco na wyrost, ale i tak warto się tam wybrać - cukiernicy pokazują, w jaki sposób rozwałkowuje się ciasto i jak z wyciętych trójkątów zwinąć rogala.

Bitwa masła z margaryną

Rogale marcińskie, czy w wersji oficjalnej, świętomarcińskie w 2008 roku otrzymały znak Chronione Oznaczenie Geograficzne. Produkty opatrzone tym znakiem muszą być związane z konkretnym miastem lub regionem i co najmniej jedna z faz produkcji musi odbywać się na terenie danego miasta czy regionu. W praktyce fakt, że rogale posiadają znak jakości, oznacza, że każdy, kto chce sprzedawać swoje wypieki pod nazwą rogal świętomarciński musi spełnić szereg warunków, między innymi dotyczących użytych przy produkcji składników. 

Rogale powstają z ciasta półfrancuskiego, wypełnionego nadzieniem z białego maku, cukru, okruchów biszkoptu, masy jajecznej, margaryny, aromatu migdałowego i bakalii. W przypadku używanych bakalii dopuszczana jest pewna dowolność, dlatego w cukierniach rogale nigdy nie smakują dokładnie tak samo. Wierzch rogali posypany jest kawałkami orzechów i oblany lukrem. Kontrowersje wśród amatorów słodyczy budzi zamieszczenie na liście obowiązkowych składników margaryny. Nie od dzisiaj wiadomo, że margaryna nie tylko nie jest dobra dla naszego zdrowia, ale i psuje smak wypieków. Niestety, we wszystkich miejscach, w których zjecie oryginalne rogale, będą miały one dodatek margaryny, bo dzięki temu cukiernie i piekarnie mogą posługiwać się ich pełną nazwą, a tym samym przyciągać klientów, w tym turystów. Z drugiej strony, jeśli wybierzemy się na poszukiwania rogali pachnących masłem, może się okazać, że trafimy na produkt kiepskiej jakości.

Wojnę przeciwko margarynie prowadzi jednak coraz więcej lokali. Przykładowo, co roku wspaniałe, wypiekane na miejscu rogale z słuszną ilością masła zjecie w Cafe La Ruina, która była jednym z prowodyrów buntu wobec margaryny.  

Rogale świętomarcińskie poznacie po wadze - są dużo cięższe od innych wypieków, ważą od 150 do 250 gram. Ze względu na składniki, takie jak biały mak czy bakalie ceny rogalów są proporcjonalne do ich wagi, ponieważ wypieki te mogą kosztować nawet 15 zł za sztukę. Co roku 11 listopada sprzedaje się przeszło 250 ton rogali.