Okres przedświąteczny to idealny czas, żeby odwiedzać inne miasta – pięknie oświetlone, klimatyczne, widać, że to czas świętowania nadchodzącego Bożego Narodzenia. Jeśli jesienne i zimowe spacery w bezśnieżnej Polsce mogą być przyjemne, to chyba tylko w takim otoczeniu. Byliśmy już na jarmarku we Wrocławiu, ale to dłuższa wyprawa, więc szukamy czegoś bliżej – w sam raz na jednodniową wycieczkę. Szybki rzut okiem na mapę i… Wybór pada na Łódź! Niespełna półtorej godziny pociągiem i lądujemy na dworcu Łódź Fabryczna.

Łódź nie jest najpiękniejszym z polskich miast, ale niewątpliwie bardzo ciekawym ze względu na swoją architekturę. Spacer z dworca na Piotrkowską pozwala zobaczyć już kilka ciekawych obiektów, ale spieszymy się do celu naszej wycieczki.

Jest wczesne popołudnie, ulica jakby wyludniona… Stopniowo jednak zaczyna się zagęszczać… Aha, już wiemy, gdzie wszyscy poszli – tam, dokąd i my zmierzamy, czyli na jarmark. Pojawia się zupełnie bez ostrzeżenia i od progu wita nas grzańcem i oscypkiem z grilla. Ach… Wiecie, niemieckie jarmarki mają niezwykłą, przebogatą tradycję i wyglądają doprawdy imponująco, ale ichnie gluhweiny i wursty to nie to samo, co podhalański oscypek i zacny polski trunek… Grzaniec na Żołądkowej Gorzkiej z sokiem jabłkowym serwują prawie na wejściu. Nie jest za mocny i okazuje się, że to samo połączenie, które latem tak dobrze smakuje z lodem i miętą, zimą grzeje i oszałamia zapachem cytrusów i przypraw korzennych. Bierzemy po kubeczku, ale coś czuję, że wrócimy tu jeszcze za jakiś czas…

Oscypek z żurawiną to doskonała przekąska na początek, taka przystawka. Idziemy dalej, z naszym grzańcem w garści.

- A te płatki róży to coś tu zmieniają w smaku czy tylko tak ładnie wyglądają? - Pytam rockowo ubranego sprzedawcę miodu z Podlasia. – Ach, proszę pani… - karcąco kręci głową i podaje mi łyżeczkę do degustacji. Smak i zapach, których się zupełnie nie spodziewałam! A na półce stoją też aksamitne i kremowe miody z dodatkiem kardamonu, cynamonu, kakao, czekolady… Jeśli szukacie alternatywy dla masła czekoladowego, to jest ten trop! Kupuję mały słoiczek, bo duży słoik to duże ryzyko łakomstwa… - Dobrze się sprzedaje? – pytam. – Bardzo dobrze – jeszcze trochę postoję i mogę się zbierać – koledzy grają koncert tu niedaleko, więc się wybieram, wpadnijcie!

Nie zamierzamy zostawać w Łodzi na noc, więc koncert sobie odpuścimy, ale… Świąteczne karaoke to co innego! Mikrofon trafia w ręce niepozornego mężczyzny w średnim wieku – kiedy zaczyna śpiewać „Last Christmas”, mamy pewność, że ćwiczył przez cały rok, żeby zaśpiewać na Piotrkowskiej. Po jego występie wszystkich ogarnia lekkie onieśmielenie, ale sytuację ratują dzieciaki, które zupełnie się nie krępują i chwytają za mikrofony. Zaraz potem biegną na zjeżdżalnię lub karuzelę, które stoją tuż obok.

Jesteśmy na jarmarku od godziny, zaczyna się ściemniać i widać, że impreza dopiero się rozkręca – coraz więcej Łodzian przyszło na spacer i zakupy, a kolejne budki się otwierają w oczekiwaniu na głodnych spacerowiczów. Już się martwiłam, że skończy się pizzą, ale nie! Są pierogi z gigantycznej patelni, jest parujący bigos i barszcz w kubeczkach. Jedzenie stygnie, a my jesteśmy znów głodni, więc jemy z apetytem – jak to jest, że jedzenie na świeżym powietrzu smakuje tak genialnie? Nie tylko latem przy grillu czy na pikniku, ale i zimą – podczas wypadów na narty, spacerów po jarmarkach świątecznych… We Włoszech jarmarki popularne są raczej w północnej części, a więc tej która doświadcza niskich zimowych temperatur i tam jednym z najlepszych przysmaków są gorące pieczone kasztany, które trochę parzą ręce podczas jedzenia. Dla nas obowiązkowy jest czerwony barszcz popijany z papierowego kubka – też trochę parzy, ale smakuje… obłędnie!

Spacerujemy dalej, przed nami pojawia się OFF Piotrkowska. Ten niezwykły kompleks doskonale oddaje charakter Łodzi i pokazuje, że miasto ma powody do dumy. Pracownie, showroomy, sklepy, małe galerie, restauracje… W niezwykłym otoczeniu, na terenie dawnej fabryki gromadzą się kreatywne umysły z różnych dziedzin twórczości. Zazwyczaj podczas pobytów w Łodzi zawsze wpadamy tu na coś do jedzenia, ale nie dziś, bo dziś w roli głównej jarmark i niepowtarzalna okazja, żeby degustować tradycyjne przysmaki pod chmurką. Spacerujemy jednak po tej okolicy, zaglądamy do kilku sklepów, a w jednym z nich – wypełnionym plakatami, książkami i pięknymi zabawkami, znajdujemy… kalejdoskop. Będzie nam towarzyszył przez resztę wieczoru i ukazywał każde miejsce w zupełnie innej postaci, wywołującej nieustanne okrzyki zachwytu. Dzielimy się tym wrażeniem ze sprzedawcą ozdób świątecznych – geometrycznie powycinanych gwiazd. – Powinienem to chyba sprzedawać w zestawie – niesamowite! Kalejdoskop kupiliśmy komuś w prezencie, ale obawiam się, że ta osoba nigdy go nie zobaczy…

Idziemy dalej, mijamy kolejne stoiska – z wielkimi bochnami chleba, pętami kiełbasy, słojami miodu, przyprawami, piernikami, obwarzankami… Jest też kilka stoisk z rękodziełem, na przykład drewnianymi przyborami do kuchni – nasz wybór pada na solniczkę w kształcie uroczej kurki. Choć Łódź jest polską stolicą designu, tym razem sięgamy po odrobinę folkloru – takie powinny być pamiątki z jarmarku. Trasa nie jest długa, ale chłód daje się we znaki - wracamy się na stoisko z Grzańcem na Żołądkowej Gorzkiej po drugi kubeczek - teraz można kontynuować spacer...

Jarmark nie jest wielki, ale zebrała się tu dobra reprezentacja tego, co w polskiej kuchni naprawdę uwielbiamy. Przypomina, że nasza kuchnia nie powstała przypadkowo – każdy z przysmaków był odpowiedzią na dostępne produkty, na potrzeby, na klimat… A ten ostatni mamy trudny – po świętach nastąpi kilka szarych miesięcy, które nie będą zachęcać do spacerów i podróży krajoznawczych. Korzystajcie więc teraz – jedźcie na jarmark!