Co ma w sobie ten hummus, oprócz tego, że jest ciepły? Doskonałą gładkość i mocno sezamowy smak. Nie oszczędza się tu tahini, która to powstaje w wyniku ręcznej produkcji w 200-letniej izraelskiej wytwórni. Odwiedziliśmy Vish trzy razy i o ile pierwsze dwa wywołały wielki entuzjazm, o tyle trzeci przyniósł pewne "ale". Nie wiem, czy to odpowiedź na panujący upał, ale hummus okazał się być zimny. Właściwie miał temperaturę pokojową, jak większość humusów w znanych nam knajpkach. Szkoda, bo wyższa temperatura sprawia, że smak pasty odczuwa się bardziej intensywnie, a konsystencję – jako niemal aksamitną. Bardzo smaczne są też tutejsze pity - świeżutkie i pulchne.

Na uwagę zasługują zestawy, które są wyjątkowo dobrze skomponowane. Zamówiony przez nas Vishbutz (24 zł) to hummus, 4 falafele, sałatka i pita. Porcja jest okazała – dla naprawdę głodnego. Menu głosi jednak, że jeśli została ci pita, możesz poprosić o darmową dokładkę hummusu. Porcje w Vish to na tyle duże wyzwanie, że trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś łaknie dokładki, ale pewnie są i tacy!

Z ciekawością sięgamy po wegańską szawarmę z grzybami i seitanem. Nieco zaskakujące, ale ciekawe połączenie – szczególnie, jeśli macie ochotę na coś bardziej konkretnego niż same warzywa.

Szakszuka w Vish to bardziej wielowarzywny sos pomidorowy. Bardziej niż pomidory czy paprykę wyczułam tu selery. W tym bardzo aromatycznym daniu znajdziecie dwa jajka, sporo przypraw i garść ziół.

Jako dodatek do dań wybieramy też miskę kiszonek – marchewki i czerwona cebula są świetne, ogórek jest dość miękki i mniej przypada nam do gustu.

W Vish zamówicie również sałatki, kanapki, a także lemoniady, piwo lub izraelskie wino. Jest sporo ofert promocyjnych – na przykład ekonomiczna opcja dla dwojga, gdzie za dwa hummusy i dwie pity zapłacicie 28 złotych. Wypatrujcie również happy hours, kiedy to można zjeść lub wypić za naprawdę niewiele.

Wybór deserów jest skromny, bo obejmuje dwie pozycje, z czego jedna (ciastko) jest aktualnie niedostępna. Bez żalu zamawiamy więc malabi, czyli izraelski budyń na mleku sojowym z dodatkiem wody różanej i wanilii. Serwują go z sosem malinowym, pistacjami i wiórkami kokosowymi. Choć różane smaki i zapachy to nie moja bajka, w tym przypadku jest przyjemnie. Deser nie jest duży, ale dość słodki, więc z łatwością zaspokaja apetyt na łakocie. Jest ciekawy i na pewno wart spróbowania.

Na koniec wizyty w Vish poczęstują was darmową kawą. Nie wahajcie się, bo przyznam, że ja przy każdej kolejnej wizycie tylko czekam na moment, gdy obsługa zapyta, czy mamy ochotę na małą czarną. Jest świetnie zaparzona – gładka i klarowna, a dodatkowo przepięknie pachnie kardamonem.

Vish mieści się na warszawskim Mokotowie, a właściwie w jego biurowej części, czyli w tzw. Mordorze. To hummus bar idealny na lunch w pracy. Miejsca jest sporo, także dla większych grup, więc często widzimy, jak pracownicy okolicznych firm wpadają tu na obiad wraz z całym działem. Sprawna obsługa sprawia, że wyjście z pracy nie potrwa długo, choć fakt – miło tak dłużej posiedzieć, leniwie nabierając hummus na pitę i pogryzając złociste falafele.