Morski aromat krewetek świetnie prezentuje się i w prostej wersji z czosnkiem i pietruszką, i w bogatym, aromatycznym curry z mlekiem kokosowym i imbirem. Dlatego nie dziwi fakt, że w Shrimp House interpretują je chętnie i tłumaczą na wiele języków. Sprawdziliśmy kilka z nich!

Buffalo shrimps to jedna z opcji dla tych, którzy zdecydowanie nie są na diecie. Jest tłusto, ale tłuszcz jest przecież znakomitym nośnikiem smaku. Krewetki są smażone w cieście, co bywa pułapką, bo dobre ciasto to prawdziwa sztuka. To w Shrimp House jest bardzo przyjemnie chrupiące – nie ta twarde, ale i nie gumowate. Nie wyczuwa się też nasiąknięcia tłuszczem ze smażenia. Krewetki polane są intensywnym sosem buffalo, W zestawie dostaniecie pokrojone w słupki marchewki i selery, które ucieszą tych, którzy lubią… sery pleśniowe, bo do warzyw podają dip blue cheese. Do dania możecie zamówić frytki lub bagietkę. Ta ostania niestety nie jest idealna – jest to pieczywo raczej przypominające zbitą ciabattę, które sprawdziłoby się w tym zestawie, gdyby było świeższe.

Drugim testowanym daniem jest szaszłyk z krewetek. Na szpadkach dostaniecie 8 sztuk apetycznie zgrillowanych skorupiaków, a do nich sałatkę, dip i wspomnianą już wyżej bagietkę. Krewetki mają różną miękkość – te bliżej środka są delikatniejsze, mniej dotknięte ogniem, ale to naturalne w szaszłykach, że to z brzegu, smaży się mocniej. Krewetki są oczyszczone z jelita, ale pozostawione w ponacinanych skorupkach – łatwo je obrać i zjeść. Nieco zaskakuje kompozycja dodatków – sałatka z pomidorkami, pysznym ananasem i sosem z mango, a obok niej tzatziki. Każdy z tych dodatków pasuje do krewetek, ale wzajemnie do siebie już mniej. Rozumiem, może chodziło o nieoczywiste połączenie, ale mnie nie do końca przekonuje

Dość proste menu czerpiące z naszych ukochanych kuchni świata, smaczna obróbka naszych ulubionych skorupiaków – wydawać by się mogło, że wszystko tu gra, a jednak nie do końca. Po pierwsze bagietka i nie do końca zrozumiałe kompozycje. Po drugie (i nie mniej ważne) – lokal. Shrimp House znajdziecie w kilku polskich miastach, my odwiedziliśmy warszawską restaurację przy ulicy Tamka 45a. Prosty wystrój nie przeszkadza, ale gryzący w oczy dym już tak. Rozumiem, że przy smażeniu i grillowaniu trudno tego uniknąć, ale sprawna wentylacja powinna załatwić sprawę. Nie załatwia – na realizację zamówienia postanowiliśmy poczekać z dala od naszego stolika, na zewnątrz lokalu (na szczęście jest wiosna) i dobrze zrobiliśmy, bo w międzyczasie powietrze w restauracji tak zgęstniało, że ledwie było coś widać. Miejsce nie zachęca, choć jedzenie jest warte tego, aby wrócić i spróbować czegoś jeszcze.