Magda Pomorska: Co inspiruje Cię w kuchni?

Piotr Kucharski: Ostatnio najbardziej warzywa. Nie tylko produkt sam w sobie, ale cały proces uprawiania warzyw. Często zastanawiam się, co mogę przyrządzić ze swoich zbiorów, jak ciekawie i pysznie je podać. Również rzeczy, których teoretycznie nie jemy, ale może jest sposób, aby je wykorzystać. Inspirują mnie też inni kucharze. Obserwując ich działania i fajne akcje, czasem zaczynam im zazdrościć (ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i doceniam ich pomysł, a jednocześnie myślę, jak zrobiłbym to lub coś podobnego po swojemu. To zainteresowanie przekłada się też na książki kulinarne.

Czy masz swój smak dzieciństwa?

Zdecydowanie jagody – to mój silny smak dzieciństwa. A w dopełnieniu kluski gotowane na parze podane z sosem jagodowym. Mój smak dzieciństwa to również zupa jagodowa i ostatnio uświadomiłem sobie, że właśnie te skarby lasu zawsze będą mi smakować. Z dzieciństwem kojarzy mi się też ciasto z agrestem – nazywany u mnie w domu Skubaniec, ale wiem, że funkcjonuje też pod nazwą Pleśniak. Cechą charakterystyczną jest kruche ciasto, które kładzie się na wierzch na ubitą pianę białek. W naszym wydaniu koniecznie musiało być przełożone agrestem ze słoika – przetwory zawsze robi moja mama, specjalnie pod ciasta. Gdy kilka lat temu kupiłem ogródek działkowy i zobaczyłem 20 krzewów agrestu, to zdecydowanie mnie przekonało, że to dobry wybór.

A gdy myślisz comfort food, to co widzisz w swoim przypadku?

Comfort food kojarzy mi się z jedzeniem codziennym. Najczęściej ze śniadaniami i obiadami, które są bardzo smaczne, ale z prostych składników. Nie są to dania bardzo wyszukane, ale fajnie zrobione. I też często przywołujące miłe wspomnienia.

Od lat gotujesz na wizji i dziś jesteś rozpoznawalnym ekspertem kulinarnym, ale jak wyglądały Twoje początku? Jakie najbardziej charakterystyczne momenty pamiętasz „od kuchni”?

Wiele osób potrafi gotować, ale nie każdy umie to zaprezentować. Cały czas uczę się tej sztuki. Jestem po nagraniu drugiego sezonu „Kucharskiego pomysł na kuchnię” w Kuchnia+. To jest nowa historia i nowa nauka dla mnie. Reżyser cały czas powtarzał mi: „pamiętaj – ty nie gotujesz, ty prezentujesz jedzenie w programie, rób to najbardziej smakowicie”. I to trzeba mieć z tyłu głowy. Najtrudniej na samym początku było mi dobierać składniki, wybierać potrawy i wszystko wykonać w taki sposób, aby wyglądało apetycznie w każdym momencie. Czasami coś świetnie smakuje, ale nie wygląda – trzeba na to znaleźć sposób. Moja spektakularna wpadka wiąże się z pieczeniem. Szczególnie na początku wypiekałem w programach na żywo sporo pieczywa. Raz zrobiłem chleb z gotowanymi ziemniakami. Najlepsze do tego przepisu są ziemniaki z poprzedniego dnia, przestudzone. I mogłem się do tego przygotować, przywieźć gotowe ziemniaki, ale nie wyszło. Szybko ugotowałem i przestudziłem ziemniaki, a potem dodałem do ciasta na chleb, żeby zdążyć z wyrastaniem i pieczeniem. Niestety, ziemniaki były za świeże, za ciepłe i wilgotne, ale chleb w foremce wyglądał naprawdę świetnie. Udało mi się sprytnie go wyciągnąć, odwrócić na deskę i zobaczyłem malowany zakalec, więc w sekundę włożyłem go ponownie do formy (śmiech). Moje małe oszustwo nie przeszło bez echa, bo program prowadził Marcin Prokop. Od razu skierował się w moim kierunku i powiedział: „proszę państwa, nawet Adamowi Małyszowi czasem nie wychodzi skok, a dzisiaj Piotrkowi Kucharskiemu nie wyszedł chleb”. I zobrazował te słowa pacnięciem zakalca na blat (śmiech). Ja już lekko załamany, on mnie przytula i mówi: „przecież zawsze ci wychodzi, dziś coś poszło nie tak, mów dlaczego”. Wytłumaczyłem dlaczego, ale co się okazało? Ludzie lubią, kiedy widać, że gotujemy naprawdę i wszystko dzieje się na żywo. Ale wpadka z ziemniaczanym chlebem była zdecydowanie najbardziej spektakularna. Poza tym zdarza się, że nie zgadza się lista składników lub klasyczny problem, czyli niedojrzałe awokado (śmiech). Największe ryzyko jest z wypiekami, bo ciasto po prostu może nie wyjść.

Czy jest jakieś danie, którego jeszcze nie jadłeś, a bardzo byś chciał spróbować?

Dużo jest takich rzeczy do odkrycia, ale bardziej myślę o składnikach niż daniach. Jest wiele produktów, których chciałbym spróbować. Z różnych regionów świata. Gdziekolwiek się znajduję, to staram się próbować nowych smaków. Najbardziej pociągająca pod tym kątem wydaje mi się Azja. Zdecydowanie to byłby mój kierunek, żeby zrobić sobie kulinarną wycieczkę, a nawet kilka. Ostatnio najbardziej interesuje mnie kuchnia japońska i bardzo chciałbym pojechać do Japonii, żeby na miejscu popróbować tych specjałów.

Nowe smaki na co dzień poznają Twoi synowie. Co do tej pory najbardziej cię zaskoczyło w tej kwestii?

To bardzo ciekawe obserwować, jak nasza trójka poznaje nowe smaki. Bo choć każdego staramy się podobnie wychowywać, to zaskakują nas w różny sposób. Tak jak są różni pod względem charakteru, tak też lubią inne rzeczy. Są oczywiście takie sztandarowe propozycje, które uwielbiają wszyscy, ale ciekawym przypadkiem jest dla mnie mój 5-letni syn, który nie lubi za bardzo mięsa. Do tego stopnia, że jak podaję fasolkę po bretońsku z odrobiną wędzonego boczku, to on wybierze każdy kawałek mięsa, a z wielkim smakiem zje warzywa. Jakiś czas temu kotlet schabowy był jego ulubionym, a teraz skusi się ostatecznie na dewolaje, które zrobi babcia. O wiele bardziej lubi strączki i warzywa, to są jego smaki i rośnie nam mały wegetarianin. Ogólnie w naszym jadłospisie rządzą warzywa, a w dodatku te, które moje dzieci mogą własnoręcznie zerwać z krzaczka. Obecnie mamy 2-latka, który ciągle uczy się nowych smaków – bardzo chętnie próbuje wszystkiego, łącznie z mizuną prosto z ogródka.

A jeśli chodzi o towarzystwo w kuchni, to zależy zdecydowanie od humoru (śmiech). Młodsi synowie ostatnio chętniej niż starszy. Zwłaszcza przy wypiekach, różnych pomysłach na domowe ciasta. To ze względu też na plastyczność przepisu. Na pewno nauczę ich gotować, ale nie chcę przymuszać do tego zajęcia w życiu dorosłym. Mam jednak plan na wakacje i ogród pełen warzyw. Chciałbym wspólnie urządzić jednodniową restaurację na ogrodzie – z zaplanowanym i własnoręcznie przygotowanym menu, a na stanowisku będzie domowa lemoniada. Mam nadzieję, że to się uda!

Który trend kulinarny jest najbliższy twojemu sercu?

Trend, który jest mocno widoczny i który w pewnym stopniu też zapoczątkowałem, czyli pieczenie chleba. Nawet widziałem fajne określenie, że chleb jest nowymi lodami naturalnymi. Nagle w wielu miejscach otwierają się małe rzemieślnicze piekarnie. To zdecydowanie jest mi bliskie, bo sam piekę od lat i to moja rodzinna tradycja. Na pewno trend, który bardzo mi odpowiada to wszelkiego rodzaju kiszonki – lubię wracać do tych smaków. I przede wszystkim trend na docenianie polskiej kuchni w fajnym wydaniu, czyli kasze i dużo warzyw – w tym retro warzywa. To, co mi się podoba też w tej gastro sferze restauracyjnej, to fakt, że coraz więcej kucharzy stawia na dobrej jakości produkt, a dania nie są przekombinowane. Kilka dobrych składników, przygotowanych z pomysłem, podanych bez wymyślnych dodatków. Takie smaczne, proste rozwiązania zdecydowanie popieram i z taką kuchnią się utożsamiam.

Zobacz też: Anna Starmach - smaki dzieciństwa, superfood i krakowska maczanka