Zwiedzanie muzeum zaczynamy od krótkiego filmu - osoby związane z produkcją wódki w okresie PRL-u opowiadają o tym, jak kiedyś wyglądał m.in. wódczany marketing (mimo, że wtedy nie używano na podejmowane działania tego określenia). Siedzimy w sali, która została zaprojektowana tak, żeby przypominała wnętrze alembiku. Nawet krzesła są tu wyjątkowe - stare teatralne fotele odrestaurowano i istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie znajdziecie takich nigdzie indziej.

Wódka jako obiekt muzealny

Dlaczego w ogóle warto poświęcać czemuś takiemu jak wódka całe muzeum? Wbrew pozorom na świecie nie jest to takie rzadkie. Przykładowo, w Hiszpanii możemy odwiedzić muzeum poświęcone słynnej szynce jamon, a a Paryżu muzeum wina. Muzea poświęcone jedzeniu są wspaniałą formą promowania tego, co jest naszym kulinarnym dziedzictwem. Nie da się ukryć, że w przypadku Polski wódka nasuwa się sama (warto pamiętać, że w naszym kraju działa już np. Muzeum Chleba czy Toruńskiego Piernika). 

Muzeum Polskiej Wódki powstało w XIX-wiecznym budynku Rektyfikacji, na terenie dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek „Koneser” na Pradze. Trzeba przyznać, że robi on wrażenie. Nie tylko z zewnątrz - w środku zachowano m.in. oryginalne schody, można więc poczuć klimat dawnej fabryki. 

Muzeum to zresztą prawdziwa uczta dla oczu - zadbano o to, by efekty wizualne potęgowały dobrą zabawę. Z opowieści przewodnika dowiemy się, jaka jest historia wódki, poznamy kierunki, w które polska wódka była przez lata eksportowana i poznamy proces destylacji. W jednej z sal umieszczono pomniejszone repliki urządzeń, używanych do produkcji wódki - dzięki temu możemy zobaczyć, jak bardzo skomplikowany i czasochłonny jest to proces.

Czym jest polska wódka?

Nie bez powodu w nazwie muzeum pojawia się termin "polska wódka". Jest to bowiem Chronione Oznaczenie Geograficzne, co oznacza, że zgodnie z unijnymi regulacjami polską wódką można nazywać tylko wódkę, która została wyprodukowana z jednego z pięciu zbóż (żyto, pszenica, pszenżyto, jęczmień, owies) lub ziemniaków, przy czym surowce te muszą pochodzić z polskich upraw, a wszystkie etapy produkcji wódki powinny odbywać się w naszym kraju. 

W muzeum znajduje się przestronna gablota, podzielona na mniejsze półki, na których możecie zobaczyć zabytkowe butelki z dawnych lat. Jest tu m.in. wiśniówka z lat 40. z fabryki J.A. Baczewskiego, ale też PRL-owskie wódki bardzo niskiej jakości czy cała seria wódek wysyłanych na eksport (niesamowite, jak bardzo ich etykiety różnią się od tych krajowych - to nie tylko dodanie do nich symbolu danego państwa, ale całkiem inna estetyka).

Zaproszenie do stołu

Tym, co wzbudziło nasze największe zainteresowanie są jednak tradycyjne zwyczaje związane z wódką. W muzeum możemy prześledzić, jakie zwyczaje obowiązywały podczas staropolskich szlacheckich uczt czy spotkań w karczmach. Pito dużo, co nie jest zaskoczeniem, ale wiązało się to z wieloma obyczajami - przykładowo, w karczmach rozkładano na podłodze siano, żeby osoby pijane nie potłukły się spadając z krzeseł.

Dowiecie się także, jak zatrzymywano przy stole osoby, które próbowały się wyłamać i od niego odejść. Stół powraca w Muzeum Polskiej Wódki w kilku momentach. W polskiej kulturze picie wódki przy wspólnym stole pełni w końcu funkcję integracyjną i oznacza zwykle dłuższe posiedzenie, niekoniecznie związane z konkretną okazją.

Naszym ulubionym eksponatem jest obrotowy stół - każdy obrót odsłania pole z danym zwyczajem dotyczącym kultury picia wódki. Najlepsze jest jednak to, że umieszczony na suficie projektor wyświetla nam na stole animowaną scenkę, ukazującą opisywaną tradycję. Czy wiedzieliście na przykład, że strzemienny był toastem wznoszonym w momencie, kiedy gość odjeżdżał i kładł nogę w strzemię, wsiadając na konia?

Paradoksalnie, sala ze stołem w centrum wydaje się pusta. Przy ścianach znajdziemy interaktywne zabawy - możemy włożyć alkogogle i sprawdzić, jak wygląda rzeczywistość w zależności od tego, jak dużo wypijemy; poczytać o zakąskach, jedzonych do wódki w różnych częściach Polski, a nawet sprawdzić, czy nasz gust odnośnie picia wódki pokrywa się z gustem większości Polaków. Wydaje nam się jednak, że tę przestrzeń można było wykorzystać nieco lepiej, a samą wiedzę przekazać w inny sposób - rozwiązanie z ekranami nie do końca nam pasuje. 

Widać, że ekspozycja została skonstruowana tak, by przewodnik miał pole do popisu. Wprawdzie znajdziemy tu i tradycyjne tabliczki z opisami, i filmiki poświęcone konkretnym zagadnieniom, ale to opowieść przewodnika łączy wszystkie elementy w spójną całość i sprawia, że, mimo naszych wcześniejszych obaw, nie mamy tu do czynienia z przerostem formy nad treścią. Zwiedzanie trwa godzinę i jest to optymalny czas, żeby obejrzeć wystawę, a nawet skorzystać z kilku interaktywnych urządzeń (możemy np. przygotować własny przepis na staropolską wódkę).

Spróbuj i sprawdź

W cenie biletu do muzeum (40 zł) jest także degustacja. Próbujemy trzech wódek. Pierwsza to klasyczna, dość ostra w smaku żytnia Wyborowa. Dużo bardziej smakuje nam produkowana z ziemniaków, nieco kremowa Luksusowa. Z kolei trzecia wódka, pszeniczna Ostoya, ma bardzo wyważony, słodkawy smak.

W budynku muzeum działa również kilka intrygujących lokali gastronomicznych. Na kolację warto pójść do Zoni, restauracji, której szefuje Aleksander Baron. Z kolei na szybki lunch wpadnijcie do bistra WuWu, a na drinka do baru 3/4. Dla łakomczuchów uwielbiających słodycze również coś się znajdzie - w Pijalni Czekolady Wedla można przy filiżance gorącego napoju poczekać aż nadejdzie nasza pora zwiedzenia. 

Do Muzeum Polskiej Wódki zdecydowanie warto się wybrać. To trunek wciąż niedoceniany w naszym kraju - a przecież picie wódki nie musi służyć tylko i wyłącznie temu, żeby się upić. Zwłaszcza, że wódki nie powinno się podawać zmrożonej, ale raczej lekko zimną, tak, by móc poczuć jej smak. Muzeum z pewnością chętnie odwiedzą zagraniczni turyści, ale powinni do niego pójść także Polacy, żeby docenić wytwarzany od pokoleń trunek i potraktować także jako ważny element naszej kultury.