Jamie od zawsze inspirował się włoską kuchnią – wiele z jego przepisów czerpie z tej tradycji, jeśli nie kontynuując ją wiernie, to luźno nawiązując.

Książkę zadedykował dwóm swoim mistrzom i przyjaciołom. Jeden z nich to zmarły rok temu Antonio Carluccio znany jako „ojciec chrzestny włoskiej kuchni” – ze względu na zaangażowanie w pracę i popularyzowanie włoskiej kuchni na świecie. To w jego restauracji Neal Street Restaurant w Covent Garden zaczynał młodziutki Jamie Oliver. Carluccio nie poprzestał na tym jednym lokalu, był też właścicielem włoskich delikatesów Carluccio’s, a także autorem książek kulinarnych. Jedną z nich, „Dwóch łakomych Włochów”, wydał wraz z Genaro Contaldo, z którym również pracowali razem w restauracji. W tej samej restauracyjnej kuchni doszło do spotkania Genaro i Jamiego – tak zaczęła się ich bliska przyjaźń, Włoch został też nauczycielem i mentorem zdolnego Brytyjczyka. Jemu również Jamie zadedykował ostatnią książkę.

Pod okiem takich nauczycieli pasja i miłość Olivera do włoskiej kuchni rozkwitała. Rozwijał ją w licznych podróżach, opisywał w książkach, pokazywał w programach.

Tym razem, biorąc na warsztat włoską kuchnię, Jamie podróżował po Włoszech i poszukiwał wiedzy przechowywanej w starych zeszytach i w pamięci włoskich mam i babć. Przyspieszający rytm życia, a także rozwój technologii prowadzi do tego, że młode pokolenia często pomijają to, co najlepsze we włoskiej kuchni – pasję, przyjemność z tworzenia kulinarnych dzieł genialnych w swej prostocie. Aby uchronić od zapomnienia tę przebogatą tradycję, Jamie Oliver spotkał mammy i nonny, które jak nikt znają te prawdy nierozerwalnie połączone wraz z doskonałymi przepisami. Podczas podróży, którą odbył wraz z Genaro Contaldo, Jamie zbierał układał na nowo i uzupełniał to, co już wiedział o włoskiej kuchni. Smaków szukali nie tylko w studio czy restauracyjnej kuchni, ale i tam, gdzie powstawały – na targu rybnym, w piekarni, na pastwisku. W ten sposób powstała niezwykle bogata opowieść o istocie włoskiej kuchni, wywodzącej się ze skromności, oszczędności, szacunku do produktów i poszukiwania doskonałej jakości, życia w zgodzie z cyklem pór roku. Towarzyszą im rodzinna atmosfera przy stole i radość z tego, co jest.

Mówiąc szczerze mam poczucie, że ta książka Jamiego Olivera w końcu coś za sobą niesie – wiedzę, inspirację i opowieść. Są też zdjęcia, które opisać można prosto i trafnie słowami „comfort food”. Książka jest solidna (a przy tym gruba i ciężka) i przynosi słońce Italii w listopadzie.

Nie w 15 ani 30 minut, nie tylko proste, szybkie i z pięciu składników. Tym razem słowo klucz to „włoskie”. Jedne proste i nonszalanckie jak pieczone warzywa i zwykłe pesto, inne bardziej wymagające – jak karczochy po żydowsku lub ragu z policzków wołowych. To hołd złożony włoskiej kuchni i jej podręcznik dla początkujących i nieco bardziej zaawansowanych. Jeśli do tej pory robiłeś tylko pizzę i pastę, nowy Jamie dostarczy włoskich pomysłów przez kilka najbliższych lat.