W większości przypadków, kiedy nachodzi mnie ochota na coś słodkiego, moje myśli biegną do złotej lady pełnej TYCH ciastek. W głowie dokonuję przeglądu smaków - kwaskowe Limoncello czy może intensywnie czekoladowe Orinoko? Nie, dzisiaj będzie prawdziwa orgia smaków, kupię i pożrę bez skrupułów i najmniejszych choćby wyrzutów sumienia Jasminum Grandimango.

Ciastko tysiąca i jednego doznania

To ciastko, a właściwie coś więcej niż ciastko, definiuje właściwie, czym powinno być współczesne cukiernictwo. Jasminum Grandimango onieśmiela nieskazitelną bielą, przyozdobioną płatkiem złota, pierwszy kęs intryguje i zachęca do nieśmiałego zerknięcia w głąb pachnącej kuli. A tam już czeka uprażone na maśle mango i jaśminowy ganasz. Deser powstał we współpracy z niszową perfumerią, Mood Scent Bar - nie miałabym nic przeciwko, gdybym na co dzień mogła pachnieć Jasminum Grandimango skondensowanym w szklanej buteleczce. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Life is about choices #lukullus #orinoko #limoncello #dillema

Post udostępniony przez Cukiernia Lukullus (@lukullus_warszawa)

Tam, gdzie pyszni się ptyś

Spokojnie, nie zawsze przecież pragniemy zniewalającego smakowego upojenia. Lukullus ma bowiem dwie twarze - jedną zdecydowanie bardziej wyszukaną, finezyjną i drugą, swojską i dobrze znaną. 

Zanim opowiem wam o tej drugiej, muszę wspomnieć jeszcze o trzech wspaniałych deserach, które za każdym razem, gdy przy ladzie muszę podjąć decyzję, walczą o zwycięstwo. Pierwszym deserem, którego spróbowałam w Lukullusie była tartoletka cytrynowa, jeszcze wtedy wyglądająca nieco inaczej z zadziornym zawijasem z białkowej piany. Kruche ciasto i soczysty krem cytrynowy ukryte pod warstwą delikatnej jak puch pianki - Limoncello jest lekkie, ale zadziorne. Kolejne ciastko pojawiło się w cukierni całkiem niedawno i dla mnie jest idealnym wyborem do kawy. Orinoko to kwintesencja czekoladowości. Na spodzie z holenderskim kakao aksamitną warstwę tworzy ganasz z ciemnej czekolady z nutą tonki, a na samym wierzchu chrupie listek z orzechów laskowych i surowych ziaren kakaowca. Ten deser to poważna sprawa, bardzo intensywny i lekko gorzki w smaku.

 

Flagowym, uwielbianym chyba przez wszystkich gości, ciastkiem jest ptyś. Tutaj to nie mała, niepozorna kulka, ale dwupoziomowa ptysiowa wieża, z makaronikiem na szczycie lub potężna kula zwieńczona marakujowym dyskiem. Ciasto po prostu rozpływa się w ustach, odsłaniając rozpustne wnętrze z marakui i wanilii lub pełne konfitury jagodowej. W Lukullusie warto polować na sezonowe nowinki - tartę z malinami latem, a flan z gruszkami jesienią.  

Ach, jest jeszcze przecież ulubione ciastko Giorgio Armaniego! Jak mogłam zapomnieć o tej małej czekoladowej babeczce. Zgodnie z radą przyjaciółki, która sztukę podawania tych ciastek opanowała do perfekcji, ja również wkładam je na chwilę do piekarnika. Dzięki temu środek staje się płynny i parzy język subtelnie gorzką czekoladą.

Babcina drożdżówka i drożdżowa baba

Albert Judycki i Jacek Malarski, właściciele Lukullusa, uczyli się swojego fachu w Paryżu. Wiedzą więc jak zrobić coś, po czym szczęka opadnie nam z wrażenia (przykładowo, Limoncello jest wynikiem połączenia przepisów trzech francuskich mistrzów: Jacquesa Genin - krem, Pierre’a Herme - ciasto kruche i Cedric’a Grolet - beza), ale i coś, po czym poczujemy się jak otuleni kocem w domu u babci. To ciastko należy już bardziej do tych komfortowych, prostych deserów. Tak jak drożdżówki - w Lukullusie są robione na maśle z Grajewa, które, jak zarzekają się cukiernicy, jest lepsze nawet od francuskiego. 

Przywiązanie do polskiej tradycji połączone z wiedzą nabytą u mistrzów, przynosi rezultat w postaci pachnącego ciasta drożdżowego, chrupiących kruchych ciasteczek czy napoleonki, która jest wprawdzie malutka, ale za to wyjątkowo bogata w klasyczne smaki. 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Jeszcze tylko kilka tygodni, korzystajcie... #lukullus #jagodzianki

Post udostępniony przez Cukiernia Lukullus (@lukullus_warszawa)

Pamiętajcie, że niektóre ciastka występują też w postaci tortu. Możecie w ciemno zamawiać je na urodziny, komunie czy wesela - są tak samo pyszne jak ich mniejsze odpowiedniki. Lukullus wyręczy was również w pieczeniu świątecznych ciast. Musicie jednak albo zamówić je wcześniej, albo bardzo się spieszyć - zwłaszcza mazurki rozchodzą się jak świeże bułeczki. Jednym z kultowych już świątecznych wypieków Lukullusa jest baba drożdżowa z przepisu Lucyny Ćwierczakiewicz z 1858 roku. Zgodnie z recepturą cukiernicy używają 96 żółtek na kilo mąki, a baba nie bez powodu określana jest jako muślinowa.

Wśród papug i złota 

W cukierniach Lukullusa (w Warszawie znajdziecie ich kilka) wszystko jest dopracowane do perfekcji - od pudełek projektowanych przez znanych artystów - ostatnie, dedykowane Jasminum Grandimango zaprojektowała Bożka Rydlewska - przez starą porcelanę, po piękne wnętrza. Moją ulubioną kawiarnią jest ta przy Mokotowskiej, gdzie na ścianach rozgościły się egzotyczne ptaki, a lustra w złotych ramach przypominają małe słońca. 

Jeśli macie kilka chwil czekając na pociąg na Dworcu Centralnym, zajrzyjcie do Złotych Tarasów. To tam dumnie pręży się i mieni złota geometryczna bryła cukierni. Złapcie chociaż croissanta zanim pobiegniecie dalej!

Jak podkreślają twórcy Lukullusa, to cukiernia warszawska, dlatego nie zamierzają otwierać kolejnych lokali w innych miastach. Całej Polsce pozostaje więc przyjeżdżać na jedne z najlepszych ciastek w kraju do stolicy. Nie miejcie skrupułów - tartaletki i ptysie wynagrodzą wam podróż po stokroć. I zabierzcie coś na zapas, bo tych słodkości zawsze jest za mało.