W trakcie rozmowy przy okazji premiery książki „Jeść zdrowiej warzywa i owoce” i spotkania z ambasadorami Lidla Karol Okrasa zdradził m.in. bez jakich akcesoriów w kuchnie nie może się obyć i co sprawia mu największą przyjemność w kuchni.

Magda Pomorska: Kto lub co inspiruje Cię w kuchni?

Karol Okrasa: Jeśli chodzi o osobę, to inspiruje mnie Stanisław Czerniecki. Z całą swoją mocą, chociaż mam świadomość charakterystyki tej kuchni, jako kuchni eleganckiej, magnackiej i ekskluzywnej. Jeśli jednak dobrze czytamy didaskalia, to możemy poczuć także aromat kuchni chłopskiej. Jeżeli chodzi o rzecz, to inspiruje mnie przede wszystkim natura. Nie przerysowując specjalnie tego hasła, ale to co pachnie, to co wygląda i to co, mogę dotknąć, aby poczuć fakturę. Tak naprawdę potrafi mnie inspirować deska, kawałek ziemi lub wyciągnięta z tej ziemi marchewka czy też wyrwana kapusta lekko nawet podgniła. Każda z tych rzeczy ma coś takiego, co chciałbym albo zatrzymać w czasie, albo odtworzyć w zupełnie inny, jadalny sposób.

Twój smak dzieciństwa, do którego wracasz najchętniej to…

Te smaki są dość brutalne, dlatego staram się znaleźć w myślach jeden z łagodniejszych (uśmiech). Mój smak z dzieciństwa to zapach świeżego mleka, który - jak się okazuje - można jeszcze współcześnie znaleźć. I z lubością go odszukuję. To także zapach sera lekko zgliwiałego, ale też spalona skóra wieprzowa, którą jadałem jako dziecko przy świniobiciu. Mój smak dzieciństwa to też świeżonka, ale taka prawdziwa. To są potrawy mamy i babci, myślę, że większość z nas do takich specjałów rodzinnych lubi wracać. Muszę przyznać, że do zsiadłego mleka, pieczonego ziemniaka i dobrej, prawdziwej okrasy na świeżonce wracam myślami – to jest coś, co pamiętam i nawet jak o tym mówię, sprawia mi przyjemność.

Czy to jest właśnie Twoje comfort food, czy są jeszcze inne produkty, które wprawiają Cię w dobry nastrój?

Jest mnóstwo produktów, które mnie uszczęśliwiają, a najbardziej uszczęśliwia mnie jedzenie. Staram się odchodzić od tego stereotypu trzymania jednego li tylko dania czy grupy dań, które sprawiają mi przyjemność. To tak jak zaleca obecna piramida żywienia ze wszystkimi produktami z każdej grupy spożywczej, które są dostępne. Przyjemność sprawia mi komponowanie i jedzenie, a najprzyjemniej jest wtedy, kiedy mogę używać całej palety barw, a nie tylko dwóch kolorów. Bo choć to będzie sztuka, to może dla mnie, a nie dla reszty. Staram się pokazać, że ten świat jest piękny i kolorowy. Przyjemność mi sprawia tak samo jedzenie mięsa, jak i tworzenie potraw bez mięsa. Mam wrażenie, że wchodzę w świat, którego dobrze nie znam i odkrywam cudowne sprawy.

W kuchni muszą znaleźć się odpowiednie akcesoria. Czy masz swój niezbędnik lub kuchenny talizman, bez których nie możesz się obyć?

Porządna deska, porządny nóż, trzepaczka pozioma, trzepaczka rózgowa, tarta do limonki i cała reszta jest już mniej ważna. Te rzeczy muszą być dobre – w określonym kształcie i masywie, tak żeby dobrze leżały. Takie pode mnie, chociaż one są dość powszechne i popularne, więc można nabyć je w większości sklepów. Jednak ten konkretny element i najtańszy, a dokładniej trzepaczka, mi pasuje i po prostu musi być. Nie wyobrażam sobie mieszać inną trzepaczką, choćby była najbardziej designerska. To taki mój kuchenny pragmatyzm.

Jaki trend kulinarny zachwycił Cię w ostatnich sezonach?

Trend, który jest mi bliski i cieszę się, że zyskuje na popularności to regionalizm. Odkryłem go i zachwyciłem się nim już jakiś czas temu, ale uważam, że to trend przyszłości. Z uwzględnieniem oczywiście części bio warzyw i owoców, która rozwija się pięknie, ale nigdy nie będzie na tyle popularna, aby wyżywić całą populację ludzkości. Jestem zdania, że regionalizm jest kluczem do przetrwania cywilizacji, ale jednocześnie jest smaczny, kulturowo tożsamy, prawdziwy i do zrobienia przez każdego, bo wystarczy sięgnąć za miedzę, żeby go poczuć. Trzeba tylko nauczyć się go doceniać. Często mając coś danego za darmo, nie jesteśmy świadomi, jaki to jest wielki skarb. Jeżeli tylko spojrzymy szerzej, może się okazać, że za 20 lat to będzie naprawdę unikalna rzecz.

Jak Twoim sposobem jeść zdrowiej warzywa i owoce?

Najprościej nabyć książkę „Jedz zdrowiej warzywa i owoce”, bo w niej jest mnóstwo gotowych rozwiązań (uśmiech). Myślę, że potrzebujemy i szukamy takich gotowych rozwiązań. Chcemy, żeby to życie było łatwiejsze, szybkie, ale nie chcemy tracić przyjemności życia. W tej pozycji mamy wartość edukacyjną, czyli podpowiedzi, jak coś zrobić, ale też wartość encyklopedyczną, poprzez przywołanie warzyw, o których być może nie słyszeliśmy lub słyszeliśmy, ale nie wiemy, co z nich zrobić. Trzeba je, z całym szacunkiem również do moich przepisów, które się tam znajdują, dostosować do siebie. Pamiętajmy, że tak długo będziemy szczęśliwi, jak długo jedzenie będzie nam smakowało. Jeżeli komuś nie smakuje więc kmin rzymski czy kminek – zwany kiedyś karolkiem - a nawet moja ukochana kolendra, spróbujmy zastąpić je innymi przyprawami. Warzyw nie zastępujmy, bo jak zaznaczył pan profesor (dr hab. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia przyp. Red.) trudno zastąpić warzywa i owoce w diecie – trzeba je po prostu smacznie wkomponować w jadłospis.