Przyciemnione światło, przy stoliku zaledwie dwie osoby. W tle z ciemnej otchłani wyłaniają się białe, obłe kształty. I nagle rozlega się dźwięk – coś na granicy jęku i mruczenia. Dobiega od stolika, wydaje go jedna z siedzących osób. Przypadkowi widzowie, nieco zdezorientowani, szybko rozwiązują zagadkę. Na stole pojawiły się kanapki Supperlardo.

Akt pierwszy – mięso w roli głównej

Przychodzi się tu dla mięsa. Jest też wprawdzie kilka opcji wege, np. chleb z grzybami i serem rubin, ale to mięso święci triumfy na tej scenie. Pojawia się zarówno samo, jak i w duecie z pieczywem i właśnie w tej wersji wywołało niekwestionowany zachwyt.

W ciabatcie chowa się nieśmiała, tłuściutka porchetta, oblana kaparowym aioli z miseczką bulionu, w której śmiało można ją zanurzyć. Z kolei bułki ziemniaczane, prawdziwe gwiazdy w menu, są serwowane zarówno z wieprzowiną, jak i kurczakiem. Kanapka z pastrami wieprzowym i czerwoną piklowaną kapustą, muśnięta musztardą to majstersztyk – każdy smak jest wyraźnie wyczuwalny, trochę kwaśnego, szczypta słodkiego i dużo słonego. Podobnie rzecz ma się z ulubienicą publiczności, czyli kanapką ze smażonym udkiem kurczaka. Podkręcona wątróbką, ostrą kalarepką i słodko-kwaśnym ogórkiem.

Na późne (po wieczornych uciechach) śniadanie, musicie zjeść mięciutką bułeczkę z kiełbasą śniadaniową, jajkiem, serem i ogórkiem kiszonym. Rozpusta, panie, rozpusta!

Jęki zachwytu i dziwne odgłosy podczas jedzenia (mlaskanie, ciamkanie, długie mruczące Mmmmm…) to popularna reakcja publiczności na występy głównych aktorów. Wszystkie wymienione dania możemy zjeść do godziny 16, później karta zmienia się na wieczorową i na scenę wkraczają m.in. sezonowany schab z kością, tatar wołowy w otoczeniu podgrzybków oraz kaszanka z mangalicy z asystentami – kalmarami.

Akt drugi - wchodzi salami, całe na biało

Dekoracjami, ale jednocześnie aktywnymi aktorami spektaklu są zawieszone w głębi sali wędliny. Znajdują się w specjalnych lodówkach do sezonowania.  Kiedy staramy się zajrzeć do środka i odczytać etykiety, na scenę wychodzi sam reżyser-szef kuchni, Paweł Fabiś (wcześniej reżyserował także spektakl Mąka i Woda, drzwi obok Supperlardo). Wyjaśnia, że salami przed występem dużo czasu spędza w charakteryzatorni – najpierw jest sezonowane przez długie miesiące, potem kilka dni fermentuje w kontrolowanej temperaturze. Dzięki tym zabiegom staje się intensywnie umamiczne w smaku. O wyjątkowej miłości Pawła Fabisia do mięsa świadczy także dumnie prężąca muskuły ponad 100-letnia krajalnica do wędlin. Skuście się na talerz z wyborem wędlin – każda czaruje indywidualnie, ale dopiero w grupie w pełni docenicie ich jakość.

Za kulisami powstaje również pieczywo. Chleby, ciabatty i, och, och, och, bułki ziemniaczane. Te ostatnie są wyjątkowo puchate i naprawdę nie ma znaczenia, że sos ścieka nam po palcach – chcemy je pochłonąć, delektować się każdym fragmentem. Podobnie rzecz ma się z dodatkami. Chrupiące frytki posypane parmezanem, ziemniak ze śmietanką i szczypiorkiem, a nawet kalafior z sosem bbq są tak dobre, że wylizujemy miseczki.

W ramach suwenirów radzimy nabyć salami z pistacjami i skórką cytrynową, ale też szynkę czy polędwicę. Dzięki tym rekwizytom, przyjemny spektakl możemy zainscenizować też we własnym domu.

Kurtyna opada. Powoli, jeszcze chwiejnym z emocji krokiem opuszczamy Supperlardo. Lunchowe przedstawienie zasługuje na gromkie oklaski. Planujemy wrócić tu także na spektakl wieczorny. Kto wie, może będzie powodem owacji na stojąco?