Tessa Capponi-Borawska jest jedną z tych osób, które mocno wpłynęły na kształt polskiej kuchni, a może lepiej byłoby napisać - na kształt polskiej edukacji kulinarnej. W końcu to na jej felietonach i książkach, m.in. "Mojej kuchni pachnącej bazylią" wychowało się pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków. Nic więc dziwnego, że Agnieszka Drotkiewicz, znana z wielu świetnych wywiadów, tym razem postanowiła przepytać właśnie Capponi-Borawską. Wyszło z tego prawdziwe cacko.

Złote bułki i brioszka Chardina

Trudno myśleć o tej książeczce (nazwa wynika raczej z rozmiarów, bo treścią mogłaby obdzielić kilka pozycji) inaczej. "Smak kwiatów pomarańczy" to bardziej rozmowa dwóch pasjonatek niż wywiad. Nie zdziwcie się, że pytania bywają tu dłuższe niż odpowiedzi, częściej jednak są porównywalnej długości. Drotkiewicz i Capponi-Borawska wymieniają się spostrzeżeniami, opowiadają o towarzyszących im emocjach, dzielą się wrażeniami z lektur.

Tematyka dotycząca jedzenia, które jest osią wszystkich rozdziałów, okazuje się przebogata. Jest tu i miejsce dla Massimo Bottury, szefa kuchni jednej z najlepszych restauracji świata, Pellegrina Artusiego, XIX-wiecznego autora kompendium włoskiej kuchni czy Juana Cotana, hiszpańskiego malarza z przełomu XVI i XVII wieku.

Autorki rozmawiają o historii kuchni włoskiej, która, przez różne wpływy jakim podlegały kulinaria, jest wyjątkowo burzliwa. Capponi opowiada o wyjątkowych arystokratycznych bankietach z XV wieku, na których serwowano m.in... złote bułki. Ich kolor wynikał z faktu, że jadalne złoto traktowano jako symbol statusu i prestiżu. Podobnych smaczków jest w książce dużo więcej. "Smak..." to jednak nie pusty wyścig anegdot, ale erudycyjny popis, w którym wszystko ma swoje miejsce.

Szczególnie podobają mi się rozdziały o zmysłach - Capponi-Borawska jako fanka martwych natur wspomina o wielu dziełach sztuki, przedstawiających jedzenie, o których nie miałam pojęcia, a które - gdy tylko znalazłam je w odmętach internetu - zachwyciły mnie. Sprawdźcie obraz "La Brioche" Chardina, tytułowa brioszka niemal rozsadza ekran komputera swoimi rozkosznymi krągłościami. 

Autorki rozmawiają także o zapachach, ich związkach z miejscem. Dla Tessy Capponi-Borawskiej Polska pachnie majerankiem, z kolei Florencja kawą. Każda część wywiadu jest przyczynkiem do rozważań nad rolą jedzenia i zmysłów w naszym życiu.

Kuchnia to osobny kraj

Jeśli myślicie, że "Smak..." to książka dwóch oderwanych od rzeczywistości entuzjastek historii jedzenia - nic bardziej mylnego. Capponi-Borawska wspomina lata 80. i 90. w Polsce przez pryzmat własnych doświadczeń, zdradza też niektóre swoje kulinarne patenty, np. na napar imbirowy. Autorki nie boją się też poruszać tematów związanych z tym co dzieje się tu i teraz - ciekawe są ich rozmyślania na temat diet, ale doceniam też fragment poświęcony marnowaniu żywności i roli kobiet w gastronomii. Ostatni temat został uzupełniony o wywiad z córką Tessy, Flavią, która jest szefową kuchni. 

Flavia mówi w nim, że kulinaria nie są polityczne, że gastronomia to osobny świat poza polityką. Trudno się z nią zgodzić, przecież dzisiaj niemal każde dania jest osadzone w kontekście politycznym. Ten fragment pokazuje jednak siłę tej niepozornej książki.

Wiele jest tu momentów, które skłaniają do refleksji, czasami polemiki, a zwykle do dalszych poszukiwań. Gwarantuję, że w trakcie lektury wyszukacie w internecie martwe natury omawiane przez autorki, sprawdzicie ceny biletów do Florencji i zastanowicie się nad kupnem książki o historii jedzenia. A do "Smaku kwiatów pomarańczy" będziecie regularnie wracać w poszukiwaniu inspiracji.