Magda Pomorska: Zielona strona mocy to teraz twój świat. Jak porównasz czas przed i po życiowej zmianie w kuchni?
Alicja Radej: Zielona strony mocy tak naprawdę ma wiele pięknych kolorów. Jest dla mnie niezwykle ważne, że wiem, iż nie kładę na talerzu niczego, co mogłoby szkodzić moim najbliższym (mięso pełne jest hormonów wzrostu, antybiotyków i zanieczyszczeń). Wręcz odwrotnie, pożywienie - tak jak radził  już Hipokrates - jest formą lekarstwa, profilaktyki. Karmiąc tak najbliższych, okazuję im po prostu miłość. Warzywa i owoce pełne są antyoksydantów, witamin i minerałów. Zastępując produkty odzwierzęce tym, co rodzi ziemia, odkryłam nie tylko nowe smaki i aromaty, ale spojrzałam świeżym okiem na warzywa, co do których byłam przekonana, że ich nie lubię, np. brukselkę. Wystarczyło zmienić sposób jej przyrządzania. Mówiąc najprościej: czuję się lepiej fizycznie i duchowo.

Wybierasz etyczne jedzenie – wyjaśnisz, co to dla ciebie znaczy?
Etyczne jedzenie to takie, przy produkcji którego nikomu nie stała się krzywda. Nikt nie cierpiał i nie został zabity. Warto się zastanowić, skąd się wzięło to, co mam na talerzu? A może nawet pokusić się o eksperyment myślowy: gdybym sam musiał zabijać te wszystkie zwierzęta, które zjadam, czy faktycznie bym to robił? To, że płacę za to, by mnie ktoś w tym wyręczał, nie zmienia etycznego ciężaru. Warto, by każdy kto chce świadomie żyć, zobaczył w jak okrutnych warunkach egzystują zwierzęta przeznaczone na rzeź. Żyjemy w takim miejscu i czasie, że aby się zdrowo i smacznie odżywiać nie potrzebujemy wyzyskiwania zwierząt. Co więcej, z wielu badań wynika, że to właśnie mięso i nabiał znacznie wspomagają rozwój chorób cywilizacyjnych. Od razu mam skojarzenia z prawem karmy: cierpienie powoduje cierpienie, to co dajesz, otrzymujesz. Osobom szczerze zainteresowanym swoim zdrowiem i dobrym samopoczuciem polecam lekturę „Nowoczesnych zasad odżywiania” J. Campbella. Jeśli na razie nie możecie zrobić niczego dobrego dla zwierząt, zróbcie chociaż coś dla siebie. Nie zapominajmy też o kosztach, jakie ponosi nasza planeta w związku z przemysłową hodowlą zwierząt. Jak długo jeszcze to wytrzyma? I co dobrego zastaną nasze dzieci i wnuki? Czy to naprawdę nas nie interesuje?

 

Jesteś wnuczką rzeźnika, która niegdyś była „królową niewegańskich dań”, a dziś stawiasz na rośliny. Co poradziłabyś osobom, które chciałyby zrezygnować z produktów odzwierzęcych?
Przede wszystkim nie bójcie się zmian. One wam dadzą wkrótce sporo powodów do radości, gdy się lepiej poczujecie fizycznie i duchowo. Idźcie w swoim tempie. Nie oceniajcie się, jeśli popełnicie jakiś błąd po drodze, bo to nie błąd a nauka. Nieprzetworzona dieta roślinna jest prosta w komponowaniu, ale jeśli nie będziecie czuć się pewnie, macie do dyspozycji darmowe aplikacje ( które wyliczą np. ile składników odżywczych jest w naszych daniach i porównają z zapotrzebowaniem) lub odwiedziny u dietetyka. W tym drugim przypadku wybierzcie koniecznie osobę, która specjalizuje się w diecie roślinnej. Część z tego co jecie już jest wegańska, część da się zweganizować. Czeka też na was mnóstwo nowych smaków i potraw. Proste przepisy znajdziecie w książkach i sieci. Nie myślcie o weganizmie jako o rezygnacji z czegokolwiek: po prostu zastępujecie to, co wam nie służy tym, co jest zdrowe i was wspomaga. I nie zapomnijcie cieszyć się tym, że jesteście dobrzy dla siebie, zwierząt i planety. To wspaniały powód do dumy.

Jakie mity chciałabyś obalić w takiej najprostszej rozmowie o weganizmie?
Roślinna kuchnia oparta na nieprzetworzonych produktach jest tania. Sezonowe warzywa, owoce i kasza nie są drogie. Wiem, że można znaleźć na rynku wiele drogich składników, ale one nie są wcale konieczne. Jest bardzo różnorodna i smaczna. A przede wszystkim odpowiednia dla każdego, także dla sportowców. Jeśli najsilniejszy człowiek na świecie – strongman Patrick Baboumian - podnoszący 550 kg czy największy ultramaratończy współczesności (wygrał 16 prestiżowych ultramaratonów i jest rekordzistą USA w biegu na 24h) Scott Jurek,a także wielu innych mistrzów świata i wybitnych sportowców jak Carl Lewis , Lewis Hamilton czy Venus Williams są weganami - to nie ma lepszej rekomendacji dla witalności jaką przynosi nieprzetworzona dieta roślinna.

Podkreślasz wagę stołu i rodzinnych posiłków przy nim. Jakie historie się z nim łączą?
Takich historii, wspomnień jest sporo. I opisuję je w książce. Nawet nie chodzi o to, aby wydarzało się coś spektakularnego. A o to, abyśmy w tym zwariowanym świecie spotkali się, bez pośpiechu. Spojrzeli sobie w oczy, porozmawiali. Byli. Tu i teraz. Bo to buduje relacje. Jeśli sami o to nie zadbamy w rodzinie, to kto miałby to zrobić?

Dbasz o to co trafia na twój talerz. Czy zgodzisz się, że niemniej ważna jest też forma podawania jedzenia?
Oczywiście, że się zgadzam! Jemy także oczami. Każda okazja do uprzyjemnienia wspólnej chwili jest ważna. A trzeba niewiele. Wybierzmy talerze i sztućce, które naprawdę lubimy. Wstawmy do wazonu choćby gałązkę zerwaną podczas spaceru, zapalmy świeczkę i już będzie piękniej. To nie wymaga szczególnych wydatków lecz naszej chęci i odrobiny inwencji. Każda chwila jest niepowtarzalna, więc ważna.

Stawiasz na rzeczy „homemade”, w które wkładasz całe serce. Co ostatnio zrobiłaś własnoręcznie? Od czego polecasz zacząć domowy wyrób?
Ostatnio niestety niewiele, bo pochłaniało mnie pisanie książki (uśmiech). Nie tylko lubię coś tworzyć, ale bardzo doceniam przedmioty spoza masowej produkcji, właśnie handmade. I lubię takimi otaczać się w domu. Mogą to być przedmioty z metryką, wygrzebane na targu staroci, ale równie chętnie coś od polskich artystów i utalentowanych rzemieślników. Jak piękna miseczka, którą przyniosłam ostatnio z Targów Książki Kulinarnej. Choć efekt końcowy jest ważny, warto robić rzeczy, których samo tworzenie będzie dla nas miło spędzonym czasem, próbować różnych rzeczy, by odkryć co naprawdę daje mi radość i w czym czuję się najlepiej ze swoimi predyspozycjami. Niech nas to także bawi i cieszy. Czasem dobrze będzie pójść na warsztaty.

W książce znajdziemy sporo przepisów, ale też „zapiski, które bardziej na duszy skupione niż żołądku”. Do kogo kierujesz te słowa?
Do wszystkich (uśmiech). Myślę, że to jak żyjemy i jak jemy łączy się. Dbając o to, co jemy, warto dbać także o pozostałe aspekty: być dobrym dla siebie i najbliższych nie tylko w kuchni. Na zbyt wiele stresu czy brak kontaktu z przyrodą nie pomoże żadne danie. Część książki 'Zapiski' opowiada o karmieniu duszy. Jakkolwiek górnolotnie to brzmi, mam na myśli proste rytuały i nawyki, które poprawiają jakość życia.

I na koniec – które przepisy na początek proponujesz na śniadanie, przekąskę, obiad, deser i kolację?
Na śniadanie: 'Nasze słoiki powszednie'. To śniadanie zapewnia poczucie sytości, dostarcza wielu istotnych odżywczych składników, a przy tym jest niezwykle smaczne. Na obiad polecam 'Pomidorową wyborową' lub 'Makaron ze szpinakiem i oliwkami'. Jeśli musimy sięgnąć po przekąskę lub deser - może niech to będzie po prostu banan lub jabłko? Jeśli nie, to  Fistaszkowo-daktylowy placek bez pieczenia? W mojej książce nie ma rozdziału Kolacje. Nie mam szczególnych dań na wieczorową porę, bo  nadaje się wszystko z pozostałych rozdziałów. Jeżeli chcemy tradycyjnie: to może kanapka z którąś z past z rozdziału Spiżarnia, oczywiście w towarzystwie np. pomidorów i ziół?