Dzięki niej prawidłowo pracują narządy, krąży krew, ciało utrzymuje stałą temperaturę. Organizm cały czas zużywa wodę oraz wydala ją wraz z moczem, potem i oddechem. Dlatego trzeba wciąż uzupełniać jej zasoby, by się nie odwodnić. Taki stan bowiem powoduje spadek sprawności organizmu. Krew się zagęszcza i serce pompuje ją z większym trudem, nerki pracują gorzej, mózg jest niedokrwiony. Pojawia się suchość w ustach, ból głowy, kłopoty z koncentracją, osłabienie, opóźniony refleks. Odwodnienie grozi ci nie tylko podczas upałów, ale także wtedy, gdy jesteś bardzo zajęta i po prostu zapominasz o piciu. Prócz chwilowego odwodnienia, które łatwo zlikwidować, istnieje jeszcze inne niebezpieczeństwo: tzw. stały ujemny bilans wodny. Pojawia się wtedy, gdy przez dłuższy czas, każdego dnia pijesz mniej, niż potrzebuje twój organizm. Pierwszym objawem są zaparcia. Wzrasta też stężenie toksycznych produktów przemiany materii we krwi, co po latach „niedopijania” może prowadzić do rozmaitych chorób, np. kamicy nerkowej i żółciowej.

Pij przez cały dzień

Jak uchronić się przed odwodnieniem? To proste: trzeba wyrobić sobie nawyk częstego picia. Już rano przed śniadaniem warto wypić pomału (nie jednym haustem) szklankę wody; po nocnym odpo nie przyjmujesz płynów, twój organizm przyjmie ją jak oczyszczający prysznic. Gdy do śniadania masz zwyczaj pić kawę lub herbatę, pamiętaj, że napoje te działają moczopędnie, a więc odwadniająco. Zatem godzinę po posiłku warto znowu wypić szklankę lub dwie wody. Najlepiej mieć w zasięgu ręki (na biurku, w torebce) butelkę wody mineralnej i popijać ją po trochu między posiłkami (picie podczas posiłku rozcieńcza soki żołądkowe i utrudnia trawienie). Nie czekaj, aż poczujesz pragnienie – to jest sygnał, że już brakuje ci płynu – ale pij zapobiegawczo, po kilka łyków co kwadrans, co pół godziny. Ważne jest, by pić często, małymi łyczkami, bo wtedy organizm może zatrzymać wodę w tkankach i wykorzystać ją łatwiej, niż gdy wypijesz dużo naraz.

Woda i spółka

Najlepsza jest niegazowana woda mineralna. Gazowana rozpycha żołądek i przez to sztucznie hamuje pragnienie. W upały, gdy pijesz więcej niż zwykle, najbezpieczniej sięgać po wodę o średniej mineralizacji (200–500 mg mikroelementów na litr wody). Unikniesz dzięki temu nadmiernego nagromadzenia minerałów w nerkach lub wątrobie, co może szkodzić zdrowiu. Jeśli nie lubisz smaku czystej wody, dodawaj do niej soki owocowe i warzywne, a dostarczysz sobie dodatkowej dawki witamin, mikroelementów i błonnika. Warto też sięgnąć po herbaty ziołowe i owocowe, które nie tylko orzeźwiają, ale i ułatwiają trawienie (mięta, rumianek), dodają energii (listki jeżyny i maliny), koją nerwy (lawenda, melisa).

One nie nawadniają

Kawa i napoje alkoholowe działają moczopędnie, w rezultacie więc nie tylko nie nawadniają, ale sprawiają, że organizm pozbywa się wody. Także słodzone i gazowane napoje, choć orzeźwiają, dają efekt odwrotny do zamierzonego, ponieważ rozpychają ściany żołądka i przedwcześnie hamują pragnienie. Co więcej, słodzone napoje i alkohol to dodatkowa pula kalorii. Lepiej więc ogranicz ich picie, jeśli męczy cię pragnienie, i w zamian pij więcej niegazowanej wody.

Ile trzeba pić, by czuć się dobrze?

Możesz policzyć swoje indywidualne zapotrzebowanie na wodę, stosując przelicznik: 30–35 ml (2 łyżki stołowe) na każdy kilogram masy ciała. Norma ta waha się w zależności od wagi ciała, temperatury otoczenia, aktywności. I tak np. sportowiec przed treningiem powinien wypić około 300 ml wody, podczas treningu ok. 1 szklanki co pół godziny, a po jego zakończeniu – 0,5–1 l, by uzupełnić zapasy wody.