Magdalena Pomorska: Które produkty mogą być przechowywane dłużej, a jednocześnie są to produkty jakościowe, które urozmaicą nasz jadłospis?
Sylwia Majcher: To przede wszystkim sezonowe i obecne teraz na przednówku warzywa, które możemy łatwo przechowywać. Kapusta czerwona, kapusta biała – bardzo bogate w witaminy, wspierające naszą odporność. Ponadto brukselka, kalafior, natka pietruszki, dynia – doskonale nadają się do mrożenia, możemy kupić ich więcej, bo nam się nie zepsują. Wymienione warzywa będą doskonałą bazą do innych dań – przykładowo jednego dnia z dyni można zrobić risotto, kolejnego zupę z dyni, a potem z ostatniego kawałka dyni upiec babeczki.

W kuchni w zapasie możemy mieć też korzenne przyprawy. Mamy tu na myśli korzeń imbiru i kurkumy, ale również cynamon i goździki. Na ich bazie jesteśmy w stanie przygotowywać doskonałe koktajle wspierające naszą odporność. Oczywiście żadną dietą nie wyleczymy wirusa, ale urozmaicony jadłospis z pewnością wyjdzie nam na zdrowie. Robiąc zakupy na zapas w domu, wybieramy jakościowe, pełnowartościowe produkty. Te składniki nie są drogie i można je znaleźć również w osiedlowym sklepie.

Kiedy robimy zapasy jedzenia, w pierwszej kolejności w sklepach z półek znika makaron… Czy ten czas gromadzenia zapasów możemy lepiej wykorzystać?
Warto poeksperymentować w kuchni. Już same ugotowane ziemniaki, świeża mięta z parapetu i odrobina oliwy z oliwek pozwolą nam podać pyszną, oryginalną sałatkę ziemniaczaną. Warto wyjść poza kanon tych produktów na trudne czasy. Po trzech dniach może znudzić się makaron z pomidorami z puszki, więc bądźmy bardziej kreatywni. Zachęcam, by wybierać różne rodzaje makaronów, kupować ryż biały, ale też ryż ciemny czy jaśminowy. Nawet, jeśli chcemy zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa i zgromadzić zapas suchych produktów - szukajmy różnych rodzajów w obrębie tej samej grupy. Dla urozmaicenia domowego menu. Unikajmy natomiast przetworzonego jedzenia.

Jaki zestaw zakupów spożywczych poleciłabyś na dwa tygodnie dla czteroosobowej rodziny?
Najpierw polecam listę zakupów. Na kartce zróbmy podział na kategorie: warzywa, owoce, suche produkty, przyprawy, nabiał, mięso i ewentualnie woda butelkowana czy soki, jeśli ktoś nie pije wody z kranu. Sprawdzajmy zawsze kalendarz sezonowy warzy i owoców – w marcu mamy świetny dostęp do takich produktów jak: marchewka, pietruszka, seler, brokuły, wspomniane kapusty i dynia. Z jednej główki kapusty można zrobić dwa obiady i jeszcze wykorzystać głąba do sałatki, placków czy warzywnego carpaccio. To dobry moment, by zwrócić uwagę na cały potencjał produktu. Kupować kalafior razem z liśćmi i ukiśić je, dorzucić do zupy lub zapiec w tempurze. Korzeniowe warzywa mogą być roli głównej – świetnie smakują frytki z pietruszki czy selera, czy kremowa zupa z białych warzyw. Nie wyrzucajmy obierków – na ich bazie można ugotować aromatyczny bulion. Nazywam go ratunkowym, bo przydaje się, gdy brakuje innych składników. Także jest idealny w obecnej sytuacji. Gdy w ten sposób zaczniemy oceniać warzywa i owoce, okaże się, że wcale nie musimy ich kupować dużo. Jedna kapusta, brokuł czy dynia wystarczą, by zrobić z nich co najmniej 5 obiadów. Na liście zakupów niech znajdzie się ser – taki, który nasza rodzina najbardziej lubi. To też wielofunkcyjny produkt, można go zetrzeć na wierzch warzywnej tarty, zagęścić nim sos, zrobić grzanki. Jeśli jemy mięso, to przyda się wędlina, ale w skromnej ilości, bo szybko się psuje. Dobrze jest kupić kiszonki – kapustę, ogórki. Przetrwają długo, a będą solidnym wsparciem dla naszego organizmu. To naturalne probiotyki. Przede wszystkim jednak zaplanujmy posiłki, które nasza rodzina lubi, w oparciu o produkty, które do tej pory najczęściej wybieraliśmy i zjadane były z apetytem. Jeśli ciecierzyca, fasola czy inne strączki nie są w guście naszych bliskich, bez sensu kupować je tylko dlatego, że ktoś obok w sklepie je włożył do koszyka, bo fasolka znika z półek w sklepie w ekspresowym tempie.

A jak komponować posiłki, żeby nie tylko były pyszne, ale też wartościowe?
Musimy zadbać o modyfikację jadłospisu. Unikać monotonii i dominowania samych węglowodanów czy białka w jednym posiłku, do czego miewamy skłonności. Trzeba pamiętać o błonniku. Jeść jabłko ze skórką, nie rozgotowywać ziemniaków czy ryżu. Nie unikajmy tłuszczu, ale dobrej jakości – oleju tłoczonego na zimno, oliwy, orzechów, pestek dyni czy słonecznika, siemienia lnianego. Niech to będą stałe dodatki do naszych dań. Zadbajmy o też o ich różnorodność. Jeśli jednego dnia mamy warzywny gulasz z marchewki i dyni, to drugiego dnia wybierzmy strączki, a kolejnego mięso – gdy jest ono w naszej diecie. To dobry moment na większą kreatywność, kulinarną zabawę i eksperymenty. Próbujmy znanych produktów w innej postaci. Brukselkę można nie tylko ugotować, ale i upiec, podobnie rzodkiewki – zarumienione na maśle, skropione miodem i posypane orzechami są zaskakującą przystawką. Polecam też ciepłe śniadania z udziałem obfitujących w witaminy kasz - kasz– kaszę gryczaną, jaglaną, owsianki, na słodko i w wytrawnej wersji. To doskonały dodatek do obiadu, jeden z najcenniejszych polskich składników. Ziemniaki możemy śmiało zastąpić kaszą jęczmienną czy orkiszową. Pamiętajmy też, aby nie przekombinować naszych dań – najlepiej komponować posiłki na bazie kilku, a nie kilkunastu składników. To sprawi, że nasza praca w kuchni będzie łatwiejsza. Kalafior można upiec i podać z chipsami z orzechowym sosem, z brokuł zmienić w chrupiące placki. Z buraków można zrobić kluski. Te dania nie tylko smakują, dodają energii, sycą, ale i dobrze wyglądają.

Które produkty lub dania – dostępne w sklepie – polecasz robić samodzielnie w domu?
Podkreślam często, że jeśli masz w domu mąkę i drożdże, to zrobisz świetne bułki, które są o wiele lepsze i smaczniejsze niż te z odmrażanego pieczywa wypiekane w sklepie. Zrobienie ich zajmuje mniej czasu niż wybranie się na zakupy! Składniki znam już na pamięć i zdecydowanie polecam wypróbować. Potrzebne będzie: 600 g mąki (najlepiej pszennej), 300 ml wody ciepłej i 20 g suchych drożdży lub 7 g świeżych. Do smaku trochę soli i łyżkę cukru i miodu. Wszystkie składniki łączymy, dokładnie mieszamy. Ciasto powinno być elastyczne, jeśli nie jest, to dodajemy wody, a jeśli jest zbyt lepiące, to dosypujemy nieco mąki. Nie musimy odstawiać do wyrastania – z ciasta od razu lepimy bułki i blachę z nimi wstawiamy do zimnego piekarnika – pieczemy w 180 stopniach przez 25 minut.

O czym jeszcze warto pamiętać, jeśli chcemy zrobić zapasy jedzenia w domu?
Najpierw sprawdźmy, co już mamy, a potem w sklepie zerknijmy termin ważności produktów. Skoro zakładamy, że chcemy, by przetrwały dłużej, lepiej wybrać te, które mogą postać w lodówce. Jeśli naprawdę musimy kupić zgrzewkę jogurtów, niech ich data przydatności nie mija za kilka dni. Polacy są niezwykle przywiązani do terminów ważności, gdy się kończy, wyrzucają jedzenie do śmietnika. Nawet nie sprawdzając, czy na pewno nie nadaje się wykorzystania. Lepiej więc uniknąć takich sytuacji. Dodatkowo dobrze jest założyć sobie budżet na zakupy, czyli ile chcemy wydać. Epidemie odry i innych masowych zachorowań były w zupełnie innych czasach. Dziś dostęp do sklepów – większych lub mniejszych mamy cały czas. Na świecie jest wyprodukowane tyle jedzenia, że można by było wykarmić nim niemal wszystkich głodujących. To jedzenie już jest i nie zniknie, natomiast może niestety wylądować na śmietniku. Szukajmy przede wszystkim lokalnych dostawców, korzystajmy z usług tzw. kooperatyw spożywczych, kupujmy bezpośrednio od rolników, wspierając ich działalność.

Sylwia Majcher - dziennikarka, autorka książek o zero waste i bloga sylwiamajcher.pl.