Warszawska restauracja Komu Komu specjalizuje się w kuchni łączącej różne kulinarne tradycje. W zaproponowanym nam menu widać było wpływy kuchni meksykańskiej, arabskiej a nawet żydowskiej. Przedstawione menu to pozycje dla kulinarnych hedonistów. Restauracja Komu Komu z pewnością dostarczy wam kulinarnych wrażeń.

Meksyk został zaprezentowany poprzez bardzo pikantne danie – Albondigas. Była to ostra zupa paprykowa z intensywnie doprawionymi pulpecikami jagnięcymi z dodatkiem wędzonego sosu z kolendry, sosu labneh oraz domowego chlebka lawasz. To było mocne uderzenie dla kubków smakowych. W drugim zestawie znajdowała się zupa-krem z kukurydzy Corbasi, ozdobiona pestkami granatu, posypana kolendrą z dodatkiem popcornu i trójkątów nachos. Ta zupa skradła nasze podniebienia. Idealnie sprawdził się popcorn i nachosy wprowadzając interesującą chrupkość do łagodnej, lekko słodkiej zupy.

Fuzja smaków

Na drugie danie zaserwowano nam sh-lamb. To była kulinarna wycieczka w rejony Turcji. Był to rodzaj szaszłyku z jagnięciny podany z różnorodnymi dodatkami. Między innymi marynowanej i grillowanej dyni, ostrej i podkręcającej smak dania kapusty mexslaw i zrobionymi na izraelską modłę koszernymi piklami. To danie było paletą smaków ostrego, słonego i kwaśnego. Szaszłyk zamknięty był w chlebku naan, który z powodzeniem można było maczać w sosie czosnkowym toum pochodzącym z Libanu. Całość udekorowano pestkami granatu i czerwoną cebulą.

Drugi zestaw Balik Ekmek a'la Komu Komu proponował grillowaną rybę marynowaną w orientalnych przyprawach, zawinięta i upieczoną w chlebie naan. Podaną ze świeżą kolendrą, granatem i limonką. Daniu towarzyszyło guacamole, które dopełniało smaku ryby. Jedynym mankamentem było mało wyraziste doprawienie chlebka naan, choć dzięki esencjonalnym dodatkom danie stanowiło zrównoważoną kompozycję.


Słodki koniec

Deser stanowił dla nas nie lada wyzwanie. Jednak na słodkości zawsze znajdzie się miejsce. Poczęstowano nas trzema sztukami meksykańskich churros na porcję. Pokryte były korzennym cukrem. W pierwszej wersji zawierał dip z oryginalnej belgijskiej ciemnej czekolady, w drugiej sos z różowej czekolady. Było tłusto i słodko. Cynamonowy cukier chrupał przy każdym kęsie, stanowiąc kontrast dla puszystego środka churros. Prawdziwą przyjemność dawało zatapianie ciasta w płynnej ciemnej czekoladzie. Zdecydowanie to połączenie grzechu warte. Posiłkowi towarzyszyło różowe martini prosecco, które nadawało kolacji wyjątkowości.

Posiłki przypadły nam do gustu. Jedynie poziom ostrości kremu Albondigas mógł być mocniej zaznaczony w menu. Dla osób lubiących łagodniejsze smaki, będzie to prawdzie wyzwanie. Można się domyślać, że twórcy Komu Komu lubią podróżować po różnych rejonach świata. Z powodzeniem przenosząc to na talerze. Warto dodać, że Komu Komu to przytulny lokal o wysmakowanym wnętrzu. Jeśli szukacie miejsca do spędzenia czasu w gronie rodziny i znajomych, to Komu Komu będzie dobrym wyborem.