Lobo to jedna z najlepszych jabłkowych odmian. Owoce mają piękny, karminowy kolor, a po ugryzieniu chrupkiego miąższu w ustach rozlewa się słodki sok. To jabłka, które można jeść i jeść. Nic więc dziwnego, że w bistro o takiej samej nazwie łatwo się zasiedzieć.

Kuchnia spod jabłoni

Ściany są intensywnie zielone, a na suficie tysiącem świetlistych plamek błyszczą kryształowe żyrandole. Wbrew temu onieśmielającemu wystrojowi, Lobo Bistro jest miejscem wyjątkowo przyjaznym, świetnym na spotkanie z przyjaciółmi, rodzinną imprezę czy biznesową rozmowę. Oprócz dań z podstawowej karty, które regularnie się zmieniają, codziennie zjecie też tutaj inne menu lunchowe.

Przed złożeniem zamówienia dość długo się zastanawiamy – menu nie jest wprawdzie bardzo rozbudowane, ale wiele propozycji wydaje się kuszących. Zaczynamy jednak od pieczywa. Jeszcze ciepłe bułeczki konkurują z ciemnym chlebem z czarnuszką, w tym pojedynku zwycięzców jest dwóch. Do pieczywa serwowane jest masło z palonym porem. 

W Lobo Bistro zjecie znakomite przystawki. My postawiliśmy na pierogi z kaszanką i pasztetówkę. Pierogi okazały się wyjątkowo delikatne, z charakterną, lekko pikantną kaszanką w środku – podawane są z pianą żurkową (!) i kawałkami jabłka. Hitem była pasztetowa. Kremowa, wprost idealna do rozsmarowania na pieczywie (żałowaliśmy, że nie została ani kromeczka z naszego czekadełka). To danie doskonale skomponowane, ponieważ delikatną pasztetówkę postanowiono zaserwować z… wytrawnymi faworkami. Całości dopełnia kwaskowy sos jeżynowy. Dla prawdziwych mięsożerców w przystawkach jest też golonka w galarecie z musem chrzanowym i jabłkiem.
Spróbowaliśmy też jabłkowej zupy-kremu z suszonym jabłkiem i kwaśną śmietaną. Wyczułam w niej nutę pietruszki, która dobrze pasuje do jabłka. Krem miał dla mnie zbyt przecierową konsystencję, wolałabym, żeby był bardziej aksamitny. 

Jabłko zamknięte w bąbelkach

Dania główne w Lobo Bistro to epopeja na cześć dużego apetytu. Porcje są pokaźne, często na talerz obok mięsa czy ryby trafiają bardzo sycące dodatki. Zamawiając szarpaną cielęcinę spodziewałam się, że na talerzu pojawi się porcja mięsnych „wiórków”. Tymczasem dostałam schludnie ułożony kawałek mięsa, który dopiero po rozkrojeniu rzeczywiście stawał się poszarpany. Do tego babka ziemniaczana z prawdziwego zdarzenia i kilka strączków fasolki szparagowej (szkoda, że nie było ich troszkę więcej).

Rozpływające się w ustach policzki wieprzowe występują w towarzystwie warzyw korzeniowych i, uwaga, jabłko!, pampuchem z kawałkami jabłka w środku. Oba dania są w porządku, ale brakuje mi w nich „oddechu”, czegoś co przełamałoby ciężkość mięsa i dodatków.

Dlatego właśnie daniem, na które z pewnością wrócę jest pstrąg z Zielenicy. Zagryzając pieczoną rybę ziemniakami w popiele z sosem z kiszonych ogórków przeniosłam się do pikniku w lesie w wersji 2.0. Smaki są zbalansowane, ale ciekawe, danie lekkie, ale sycące.

Jestem też fanką zdekonstruowanej jagodzianki, na którą jeszcze udało nam się trafić. To kawałki cudownie maślanego, pachnącego ciasta, skąpane w jagodowym sosie z lodami z palonego masła. Mistrzostwo! Odrobinę mniejszy zachwyt wywołała szarlotka, a właściwie wariacja na jej temat. Kawałki jabłek z okruszkami z ciasta i lodami nie były po prostu w stanie doścignąć jagodowego poprzednika. 

Do obiadu popijaliśmy cydr. I to jest coś, na co do Lobo Bistro warto się wybrać. Sommelier widząc, że nie możemy się zdecydować, zrobił nam małą degustację trzech różnych rodzajów cydru. Koniecznie ich spróbujcie, bo daleko im do słodkich ulepków, które znamy ze sklepowych półek. Te są dużo bogatsze w smaku, a przede wszystkim bardziej wytrawne. Wszystkie to cydry Chyliczki, rzemieślnicze napoje z małej mazowieckiej wytwórni. Możecie wybierać z cydrów z różnych odmian jabłek, a także dojrzewających w różnych okresach czasu. Cydr pojawia się również w daniach  - w menu szukajcie go na przykład w pieczonej kaczce z blinami razowymi i burakami.

Lobo Bistro jest miejscem, które nas zaintrygowało. Jesteśmy przekonani, że będziemy tu wracać, żeby przekonać się jak rozwijany jest jabłkowy koncept. Chcielibyśmy widzieć w karcie jeszcze więcej jabłkowych propozycji, być może nawet z dokładnym opisem, jaka odmiana i dlaczego została użyta w konkretnym daniu. Wydaje się, że Lobo na razie dość zachowawczo podchodzi do eksperymentów z jabłkami. Czekamy zatem na więcej! 

Stolik w Lobo Bistro nasza redakcja zarezerwowała za pomocą aplikacji Finebite, która pozwala skorzystać z oferty wielu dobrych restauracji w niższych cenach – pomniejszyć rachunek nawet o połowę. Rezerwacji można dokonać z minimum jednodniowym wyprzedzeniem – często dostępne są tylko stoliki na niezbyt popularne godziny, ale 16, 17, 18 to standard, więc kolacja lub obiad po pracy albo weekendowe wyjście wchodzą w grę. Dzięki rezerwacji tą drogą możecie otrzymać 50-procentowy rabat na jedzenie (bez napojów i alkoholi) – w niektórych przypadkach do skorzystania z tej opcji niezbędne jest zamówienie butelki wina (opcja Kolacja z winem). Za samą rezerwację zapłacicie 10 złotych za pomocą aplikacji.