Anna Daniluk: W książce „Naturalnie w kuchni” dzieli się pani prostymi przepisami. Od czego zacząć powrót do korzeni w kuchni?

Agnieszka Cegielska: Jestem zwolenniczką zasady mniej niż więcej, ale żeby mniej oznaczało prawdziwą żywność, prawdziwe jedzenie. Takie jedzenie, które nie zawiera chemii, nie jest modyfikowane genetycznie. Niech to będzie prawdziwa żywność, prawdziwy ziemniak, prawdziwe skarby natury, na których byliśmy wychowani. Poza tym bardzo ważne jest prawidłowe łączenie produktów, niestety połączenie mięsa z ziemniakami i surówką chociaż smaczne jest też bardzo ciężkostrawne, dlatego po zjedzeniu takiego posiłku zamiast mieć energię, chce nam się spać.

Co dla Pani oznacza tytuł „Naturalnie w kuchni”?

AC: Na pewno to, że przepisy oparte są na skarbach natury, czyli na takich produktach, które wzmacniają nasz układ odpornościowy. Na takich produktach, które odżywiają nasze komórki i są naturalnym wojskiem, które ma nas bronić przed wirusami, bakteriami, przed chorobami.

Czy trudno jest podejmować zmiany żywieniowe w zgodzie z naturą?

AC: Trudno, dla osób leniwych. Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że nasz organizm to jedyny dom, w którym będziemy mieszkać całe życie i jeżeli pragniemy, aby - funkcjonował dobrze, żebyśmy mieli energię, siły i żebyśmy nie chorowali, to musimy dać mu coś od siebie. Między innymi prawdziwą żywność.

Czy ma Pani jakieś smaczne miejsca, które mogłaby polecić naszym czytelnikom?

AC: Nie podróżuję aż tak dużo po Polsce, dlatego większość potraw przygotowuję w swojej kuchni. Takim miejscem, do którego zaglądam, które lubię i całym sercem wspieram, z racji tego, że jest to miejsce, które serwuje prawdziwe jedzenie, które właśnie ma nas leczyć (bo w tych czasach pożywienie powinno być dla nas lekarstwem) jest Żywa Kuchnia w Warszawie. Tam potrawy przygotowywane są na bazie skarbów natury, w temperaturze 80 stopni i w taki sposób, że nie tracą one swoich cennych właściwości.

W jaki sposób szuka Pani lokali serwujących jedzenie jak najbliższe naturze?

AC: Niespecjalnie szukam takich miejsc, ponieważ głównie jem w domu i moja kuchnia jest moim królestwem, natomiast jeżeli wybieram się do restauracji, to na pewno szukam miejsc, które przywiązują wagę do produktu. Zwracam uwagę na to, czy ten produkt, który serwują jest rzeczywiście produktem nieprzemysłowym a naturalnym. Takich miejsc jest na szczęście coraz więcej.

Gdzie według Pani najlepiej zaopatrywać się w produkty żywnościowe?

AC: Przede wszystkim w sprawdzonych miejscach. Kiedyś nasi przodkowie, jak nie było pożywienia na półkach, musieli na nie polować. Teraz mamy bardzo dużo jedzenia na półkach i zawsze powtarzam na swoich wykładach, że jest dokładnie tak samo. Musimy na to pożywienie polować. Wydaje mi się, że warto. Polujemy właśnie na produkty, które mają wspomóc nasz układ immunologiczny. Poza tym są miejsca, które warto abyśmy wspierali. Powinniśmy bronić tej żywności, tej prawdziwej, nieprzemysłowej. Miejsce, które opisałam w drugiej części mojej książki, z którego również zamawiam warzywa jest Ogród Szambala, gdzie na czterech hektarach ziemi, przy lesie na Roztoczu są sadzone warzywa z nasion sprzed modyfikacji i są to po prostu prawdziwe warzywa. Jak jem ziemniaki z Ogrodu Szambala, to mam takie poczucie jakbym jadła je z ogrodu moich ś.p. dziadków, gdzie spędziłam 16 lat swojego życia.

Pomyślmy teraz o smacznych miejscach bliskich naturze w szerszym znaczeniu. W jaki sposób zdecydować się na poszukiwania na łąkach, polach i w lasach?

AC: Przede wszystkim trzeba mieć wiedzę, co zbierać i co nam się przyda i na pewno muszą to być miejsca oddalone od cywilizacji, czyli to nie może być pokrzywa zrywana przy głównej ulicy. Taka pokrzywa będzie bardzo zanieczyszczona. Jak pójdziemy w głąb lasu, już na początku wiosny, to ta pokrzywa - pierwsza, kwietniowa, tuż po soku z brzozy, jest pokrzywą najlepszą. Można ją zbierać i zabrać do domu. Jest to szlachetny chwast. W połączeniu z jabłkiem możemy zrobić cudowny sok, który tuż po zimie nieprawdopodobnie nas odżywi. Zatem są takie skarby natury, a właściwie jest ich bardzo wiele, poświęciłam im dwie części książki „Naturalnie” i tam też pozostawiłam instrukcje, jak na przykład zebrać sok z brzozy, jak sięgać po pokrzywę czy jak zbierać kwiaty bzu w maju, żeby zrobić z nich sok. Wszystkie wspomniane instrukcje można znaleźć na 500 stronach moich książek. Pierwsza wskazówka jest taka - jak najdalej od ruchliwych dróg i ulic.

Czy da się odróżnić naturalny produkt żywnościowy od przetworzonego?

AC: Przede wszystkim, jeśli chodzi o produkty zamknięte w opakowaniach to mają one opisany skład. Zatem wiemy, co zawierają. Spotkałam nawet w sklepach ze zdrową żywnością sok z imbiru, który zawierał kilkanaście łyżeczek cukru i miał dziwny brązowy kolor. Jeżeli mówimy o produktach zapakowanych, to po prostu czytajmy skład. Jeśli chodzi o warzywa czy owoce, które są dostępne luzem i które luzem również powinniśmy kupować i nie pakować w foliowe torebki, rozwiązaniem dla plastiku są torby z materiału. Mam takie, uszyte ze starych firan. Szukajmy przede wszystkim miejsc sprawdzonych, gdzie kupimy produkty ze znanego źródła. Nie kupuję warzyw w hipermarketach, jeśli nie mam pewności, że są dobrej jakości. Jak wspomniałam wcześniej, zamawiam warzywa z Ogrodu Szambala, te warzywa przychodzą do domu. Z jednej strony mam do nich pewność, ale również pragnę wspierać takie miejsca.

Czy ma Pani jakiś codzienny, naturalny rytuał? Jeśli tak, to jaki?

AC: Jeśli chodzi o takie rytuały wspierające mój organizm, to bardzo często piję rano sok wyciskany z warzyw, w okresie zimowym sporządzam go trochę rzadziej albo dolewam do niego trochę ciepłej wody. Sok przygotowuję na przykład z jarmużem i jabłkiem, jako dodatkiem słodzącym. Również z marchwią i innymi warzywami przede wszystkim. To, jeśli chodzi o takie mikroodżywianie komórkowe. O tej porze roku proponuję spożywać głównie ciepłe potrawy i bardzo dużo naparów ziołowych. To są moje rytuały zimowe. Nie ma dnia bez kilku kubków naparów ziołowych. I to już jest mieszanka tzw. co mi w duszy gra. Dzisiaj rano zaparzyłam miętę - dla orzeźwienia, piłam pokrzywę, po południu melisę. Przed wyjściem na zewnątrz zaparzyłam sobie lipę z rumiankiem. Także normę dzienną już chyba wyrobiłam (śmiech). Jeśli chodzi o rytuały pielęgnacyjne to zazwyczaj mało się maluję, zazwyczaj tylko do pracy. Używam tylko naturalnej pielęgnacji a rytuałem, który staram się robić jak najczęściej, tym bardziej o tej porze roku, jest nasmarowanie swojego ciała olejem sezamowym. Prawdziwym olejem sezamowym, ekologicznym. Po przyjściu do domu, wsmarowuję w ciało wspomniany olej, zakładam szlafrok i po dwóch godzinach go zmywam. Ten olej nieprawdopodobnie wycisza i odżywia. Sezam, to jest kolejny skarb natury, który opisałam w pierwszej części książki „Naturalnie”. To jest naturalny balsam dla duszy i ciała, ale również dla naszych emocji. Pięknie równoważy cały stres przyniesiony z pracy do domu, po całym dniu.

Jak wyobraża sobie Pani polskie rolnictwo za 10 lat? Czy będziemy bliżej natury?

AC: Mam taką nadzieję, ponieważ patrząc na to, jak sytuacja się zmienia, że nareszcie budzimy się i widzimy, że nie może być tak, że wszędzie w sklepach mamy równiutkie, kolorowiutkie, jednakowo duże, dziwne i nieugryzione przez żadnego robaka warzywa i owoce - to jest coś dziwnego. Zastanawiam się, że robak nie usiądzie na pryskanym, ale... człowiek to zje. Zastanawiam się, kiedy zaczniemy być tak mądrzy jak zwierzęta, bo póki co jeszcze wiele nam brakuje. Mam nadzieję, że zaczniemy myśleć w tych kategoriach, że to pożywienie jest dla nas lekarstwem. Bo jeśli myślimy o żywności ekologicznej, że jest ona trochę droższa, myślę, że gdyby było jej więcej, byłaby tańsza, ale to wszystko od nas zależy. Mamy jeszcze dużo do zrobienia. Rynek produktów ekologicznych w Niemczech czy w Austrii to obecnie ponad 30%, u nas w Polsce stanowi to 7-8%. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że jeśli nie będziemy tej żywności bronić, jeśli nie będziemy po nią sięgać, to więcej wydamy na leki, bo będziemy chorować.

 

W jaki sposób najlepiej przekonać ludzi do sięgania po to, co naturalne?

AC: Myślę, że to, co na pewno działa, to to, że mając 40 lat nie pamiętam, kiedy ostatnio chorowałam na grypę, kiedy wszyscy w koło kichają i prychają. Mój syn ma prawie 11 lat i nigdy do tej pory nie musiał przyjąć antybiotyku i żadnego poważnego leku. Zazwyczaj spotykam się ze zdziwieniem i myślę, że coś tutaj nie gra, że my się dziwimy, że dziecko nie choruje. Uznaliśmy za normę, że źle się czujemy. O każdej porze roku, już nawet latem ludzie kichają, prychają i łapią anginy. Tak być nie powinno, to nie powinna być norma. Jeśli my to akceptujemy, to znaczy, że idziemy w jakąś złą stronę. Minęły już czasy, kiedy możemy ignorować wpływ jedzenia na nasze zdrowie. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że to pożywienie ma olbrzymi wpływ na nasze zdrowie. Tak jak mówi medycyna chińska, matką większości chorób jest zła dieta, ojcem jest stres.

Czy naturalność można pogodzić z rozwijającymi się nowymi technologiami, z przemysłem?

AC: Myślę, że na pewno powinniśmy znaleźć wspólny mianownik - powinniśmy szukać takich rozwiązań i widać, że to na wielu płaszczyznach się udaje. Chociażby na przykład budynki Smart City. Udaje się to w różnych dziedzinach i powinno też udać się i tutaj. Na pewno powinniśmy o tym myśleć, bezwzględnie. Jeżeli stracimy prawdziwą żywność, jeśli do tego dopuścimy, to będziemy mieć problem, bo będziemy jeszcze bardziej chorować.