W zalewie książek kucharskich, „Moja kuchnia pachnąca bazylią” może nam umknąć. Niewielkich rozmiarów książeczka nie narzuca się czytelnikowi, nie krzyczy „kup mnie!”. Każdemu kto zdecyduje się po nią sięgnąć, oferuje jednak dużo więcej od wielu innych książek – opowieść rodzinną połączoną z klasykami włoskiej kuchni.

Historia rodziny

Tessa Capponi-Borawska snuje historię swojej rodziny, zaczynając od XV wieku. Nie rozwodzi się jednak zbyt długo nad odległą przeszłością. Właściwa opowieść to czasy rodziców Tessy oraz jej własne życie. Autorka wspomina florencki pałac, w którym mieszkała jako dziecko, opisuje codzienne życie i przytacza rodzinne anegdoty.

Jednocześnie to książka o wspaniałym dzieciństwie, spędzonym blisko natury. Capponi-Borawska opowiada o winobraniach i zbieraniu oliwek, a także przygotowywaniu dań z dopiero co zerwanych warzyw i ziół. Opisuje także swoją przeprowadzkę do Nowego Jorku, a później do Warszawy, gdzie postanowiła osiąść i założyć rodzinę.

Włoskie smaki

W opowieści nie mogło oczywiście zabraknąć przepisów. Sam opis miejsc  przenosi nas do Italii, pachnącej słońcem i sprzyjającej rodzinnym ucztom. Książka została pomyślana tak, aby przepisy przeplatały się z opisywaną historią, nie były tylko dodatkiem, ale integralną jej częścią. Capponi-Borawska jak mało kto potrafi opowiadać poprzez jedzenie, które staje się tak samo ważnym elementem wspomnień jak otoczenie czy ludzie.

W „Mojej kuchni pachnącej bazylią” znajdziemy przepisy na takie klasyki kuchni włoskiej jak sos pomidorowy, risotto ze szparagami czy saltimboccę. Autorka korzysta zarówno z przepisów rodzinnych, , ale także sekretów włoskich kucharek, które gotowały w jej domu. Capponi-Borawska mocno podkreśla sezonowość tej kuchni. Włosi doskonale zdają sobie sprawę, że określone warzywa i owoce są najsmaczniejsze w konkretnych momentach roku. Autorka opisuje więc na przykład przysmaki letnie takie jak pesto z cukinii czy zimowe jak pasta z zielonej pietruszki i orzechów.

„Moja kuchnia pachnąca bazylią” to świetna książka dla wszystkich, którzy lubią opowiadane ze swadą rodzinne historie. Dodatkowym smaczkiem w książce są zdjęcia członków rodziny Capponi-Borawskiej. Co ciekawe jednak, nie znajdziemy tu ani jednego zdjęcia jedzenia. Podejrzewam, że może to być spowodowane faktem, że przy rodzinnym stole ważniejsze od wyglądu potraw i robienia im zdjęć, jest bycie ze sobą. Tu i teraz.