Dominika Zagrodzka: Kto uczył cię gotować?
Michel Moran: Zacząłem gotować, kiedy miałem 14 lat. W gimnazjum mieliśmy zajęcia techniczne z uczniami szkoły gastronomicznej, która była niedaleko. Mieli pokazać nam, jak się gotuje. To było jakby trafił mnie piorun – wiedziałem, że to chcę robić w życiu. Dawniej było inaczej niż teraz, w domu kuchnia to był świat dorosłych. Dzieci nie miały wstępu do kuchni. Dlatego nie podglądałem tego, co działo się w kuchni w domu, uczyłem się gotowania w szkole, a później w restauracjach. Mam pięcioro rodzeństwa, więc gotowania było dużo. Może fakt, że często gromadziliśmy się wspólnie przy stole miał jakiś wpływ na to, że sam zacząłem gotować? Zawsze przy stole było co najmniej osiem osób.

Kto jest twoim kulinarnym mistrzem?

Mam jeden główny autorytet. To Paul Bocuse. Zrewolucjonizował kuchnię francuską, wprowadzając zasady tzw. nouvelle cuisine. Zapoczątkował zmiany, które mocno wpłynęły na to, jak kuchnia wygląda dzisiaj. Właściwie cały czas my kucharze inspirujemy się jego działaniami.

Co inspiruje cię w kuchni?

Wszystko może być inspiracją. To jest bardzo ciekawy proces. Coś jemy, z kimś rozmawiamy, gdzieś jesteśmy i potem przekładamy to na smaki naszych dań. Pomysły przychodzą do nas same.

Nie stawiam granicy między kuchnią francuską a polską. Kuchnia to jeden wielki świat, możemy mówić o kuchni międzynarodowej. To jest tak jak z lekarzem - kucharz musi umieć gotować wiele różnych dań, a dopiero potem specjalizować się w jakiejś konkretnej kuchni.

Jaki jest twój ulubiony comfort food?

Dla mnie comfort food to mięso. Uwielbiam je jeść. Ale jeśli chodzi o mój comfort food, który przygotowuję dla kogoś, to będzie to ryba. W tym się specjalizuję.

Czy masz jakiś smak dzieciństwa, o którym nigdy nie zapomnisz?

Zupa z soczewicą, którą robiła moja mama. Nawet kiedyś na planie MasterChefa któryś z uczestników gotował coś podobnego – przeżyłem szok, wzruszyłem się, kiedy spróbowałem. To zupa z warzywami, dodajemy do niej pomidory, czosnek, cebulę. Ale smaku dodaje jej właśnie soczewica. Ma wyjątkowy smak, którego nic nie zastąpi. Nieważne, jak przyprawimy zupę i tak smak soczewicy będzie wyczuwalny. To danie przypomina mi dom.

Czy istnieje danie, którego jeszcze nie spróbowałeś, a bardzo chcesz?

Nic mi nie przychodzi do głowy. Z pewnością są takie dania, ale raczej to nie jest coś o czym stale marzę.

Jaki trend kulinarny ostatnio Cię zachwycił?

Nie podążam za trendami. Często gotuje w restauracji rzeczy, które wiele osób może uznać za passe, ale ja je lubię i czuję. Nie kieruję się modami, gotuję klasycznie i zawsze z sercem. Trendy zostawiam młodym kucharzom. Kuchnia przeszła ogromną rewolucję, zmieniały się tekstury, sposób podania. Nie lubię w ogóle słowa trend. Uważam, że trendy i mody w gotowaniu mogą być niebezpieczne, bo zawsze mijają. Lepiej skupić się na nowej technice, nowych połączeniach smakowych czy sposobach podawania.

Co zjadłbyś na ostatni posiłek w życiu?

Dobry stek. Do tego sól, pieprz i musztarda dijon.

Jakie jest twoje ulubione kuchenne akcesorium?

Rózga. Taka klasyczna, półokrągła. Świetna do przygotowywania wielu różnych dań.

Czy jest coś (składnik, danie), którego naprawdę nie znosisz?

Nie cierpię, kiedy coś jest za ostre. Nie umiem docenić kuchni, w której wszystko jest bardzo pikantne. Według mnie to przykrywa inne smaki i zapachy. Nie lubię ostrości w kuchni, to nie dla mnie.