Jubileuszowa, złota edycja programu "MasterChef" dostarczyła wielu emocji. Jak wiadomo, MasterChef może być tylko jeden i spośród utalentowanych uczestników najlepszy okazał się Maciej Regulski. Specjalnie dla mojegotowanie.pl zwycięzca kulinarnego show uchyla rąbka tajemnicy o kulisach swoich finałowych dań, a także opowiada o powstawaniu swoje książki kulinarnej "Z różnych stron świata".

Magda Pomorska: 10 edycja programu „MasterChef Polska” za nami. Jak emocje po finale – można powiedzieć śmiało – w rodzinnej atmosferze?
Maciej Regulski:
Dla mnie finał programu był jednym z najlepszych dni w moim życiu. Nie dość, że finalistami byli moi bardzo dobrzy znajomi z programu – z Mariuszem i Renią, a także z Elą bardzo blisko trzymałem się przez cały sezon. Gotowałem w gronie przyjaciół i ich bliskich – na nagraniach finałowego odcinak poznałem ich rodziny. Wszystko obserwowali też moi rodzice. To wszystko było dla mnie niesamowitym przeżyciem, czułem, że mogę wszystko. Jednocześnie czułem się, jakbym był w domu – bo zawsze, jak gotuję w domu, to moja mama siada w kuchni na wysokim stołku przed kuchnią, obserwuje mnie, rozmawiamy.

Widać było, że gotowałeś z konkurentem w przyjacielskiej atmosferze.
Nie czuliśmy typowej rywalizacji. Bardzo sobie pomagaliśmy, co było widać w programie również we wcześniejszych odcinkach. Powiedziałem Mariuszowi szczerze, że gdyby nie on, to pewnie nie doszedłbym do finału – on zawsze mi powtarzał, że mnie do finału wciągnie. Tak jak mówiliśmy, że „synu i papi” zdobyli dwa najwyższe miejsca (uśmiech).

W pierwszym etapie kulinarnych zmagań bohaterką była papryka. Nawiązałeś do szkolnych kanapek z papryką… Możesz rozwinąć ten temat?
Kiedy chodziłem do szkoły, kanapki na drugie śniadanie robiła mi mama – jak każdemu. Miała przez pewien czas fantazję, że dodawała do kanapek surową paprykę – po prostu pokrojoną czerwoną lub żółtą paprykę. I dobrze pamiętam, że zdecydowanie mi nie smakowały. Wiem, że papryka jest docenianym składnikiem, bardzo lokalnym szczególnie w kraju Basków – co podkreślili jurorzy. Jest jednym z darów kuchni hiszpańskiej, ale kiedy zobaczyłem pod kopułą właśnie paprykę, to mówiąc szczerze – byłem przerażony. To zupełnie nie jest „moje” warzywo. Zdecydowanie bardziej wolę paprykę w formie przyprawy – papryka słodka lub ostra.

W finale zdecydowałeś się paprykę upiec. Masz patent na tę metodę obróbki warzywa?
Najważniejsze w daniu, które podałem, był fakt, że skórka papryki była przepalona. Z wierzchu była mocno opalona, dzięki czemu po wyjęciu z piekarnika można sprawnie i szybko zdjąć skórę. Ja dodatkowo zanurzam tak pieczone papryki w zimnej wodzie – dzięki temu spalona część łatwo schodzi. Papryka ma taki smak, jakby była z grilla. W kraju Basków grillowanie składników jest bardzo popularne, w kuchni wykorzystywany jest żywy ogień. I można powiedzieć, że ten ogień był już w tej papryce.

W konkurencji z chorizo Michele Moran podpowiadał Ci, że w kraju Basków ziemniaki powinny być chrupiące, ale Ty poszedłeś w stronę puree. Dlaczego?
W trakcie konkurencji próbowałem zmienić koncepcje i zrobić z puree coś w stylu bezików ziemniaczanych – aby z wierzchu były zapieczone, a w środku delikatne i kremowe jak puree. Z kolei chorizo chciałem potraktować bardziej jak mięso niż kiełbasę. Całość podałem z sosem na czerwonym winie – to nawiązanie do regionu Rioja, które słynie z tego trunku i świetnie pasuje do chorizo. Jestem fanem kiełbasy chorizo, więc tym bardziej było mi smutno, że za długo gotowałem ten produkt, stąd dwa berety w tej konkurencji.

W finałowym odcinku podkreśliłeś, że mama była Twoim największym wsparciem. Kiedy gotowałeś w domu, oceniała praktycznie wiele Twoim potraw i szczerze je oceniała, dając wskazówki. W finale próbując, powiedziała, że „czegoś jej brakuje” – pamiętasz, jak jeszcze doprawiłeś to danie w trakcie gotowania?
Robiłem to danie już wcześniej, bazując na kolejnych elementach potrawy. Bardzo chciałem podać czerwoną kapustę w postaci puree. Po finale mama powiedziała mi, że pomyliła się i nie chciała dodać goździków, a anyż. Mimo wszystko, w trakcie gotowania, te goździki wydały mi się sensowne – podobnie też wskazała mi pani Magda Gessler. W programie mogło się wydawać, że moja mama była bardzo surowa, ale mamy na tyle dobrą relację, że to po prostu szczerze podpowiedzi. Moja mama jest moją najlepszą przyjaciółka, a nawet najlepszy przyjaciel - kiedy coś nam nie wyjdzie – to powie to wprost, nie ukrywając. Otaczająca się takimi ludźmi zakwalifikowałem się do programu, doszedłem do finału i wygrałem.

Twoja debiutancka książka „Z różnych stron świata” jest już w sprzedaży – komu szczególnie polecasz lekturę i wspólne gotowanie? Amatorom w kuchni, fanom domowych posiłków, a może miłośnikom kuchni świata z najlepszych restauracji?
Tak naprawdę starałem się zawszeć wszystkie te podejścia – jak sam tytuł „Z różnych stron świata”, każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Nawiązuję tytułem nie tylko do przepisów z kuchni świata – dań egzotycznych samych w sobie, ale też to dania o różnym stopniu trudności, stylu gotowaniu, a także przeznaczeniu. W książce znalazły się dania na pełen rodzinny obiad, ale też szybkie i proste przepisy w stylu late night dinner. Kilka potraw to moje ściśle autorskie potrawy, które myślę, że po programie będą ze mną kojarzone. To połączenia kuchni Fusion – łączenie kuchni świata i technik gotowania. Trudno mi powiedzieć dla kogo strikte jest ta książka, bo starałem się, żeby było w niej wszystko, czym chciałem się podzielić. Włożyłem w to tak dużo serca, żeby każdy, kto kupi książkę, był zainspirowany do gotowania. I mam nadzieję, że niejedną osobę zachęci, żeby więcej gotować w domu. Opracowując przepisy, myślałem o tym, żeby przygotować książkę kulinarną, którą sam chciałbym kupić. Czuję, że zrobiłem wszystko, żeby właśnie tak było.

Zamów książkę z dostawą do domu na empik.com