Magda Pomorska: Jakie było pierwsze bento, które najbardziej zapadło Ci w pamięć?

Malwina Bareła: Najczęściej pamiętamy to, co nie do końca nam się udało. W moim przypadku będzie to moje pierwsze bento dekoracyjne. Wpadłam wówczas na pomysł, że zrobię jadalną syrenkę. Ta syrenka leżała na błękitnym ryżu, który miał nawiązywać do oceanu.  Jej ciało wycięłam małym nożykiem z wędliny, włosy zrobiłam z chińskiego makaronu, z kolei łuski na ogonie z oliwek. Wykonałam  to na tyle nieudolnie, że syrenka wyglądała jak kulturystka wagi ciężkiej. Miała ogromne barki i bicepsy.

Nie miałam też pojęcia o tym, jak powinno się układać posiłek w pojemniku, więc gdy mój Połówek dotarł do pracy, w pudełku syrenki już nie było, ponieważ wszystkie składniki się wymieszały.  To bento wypadło kiepsko także pod względem smakowym. W końcu suchy niebieski ryż z makaronem i  skrawkami wędliny to nie najlepszy pomysł na posiłek w pracy.

Zdjęcie tego bento do dziś jest na blogu. Od czasu do czasu przypominam o nim moim czytelnikom, wrzucając je na fanpage lub moją grupę na Facebooku – Make bento, not war! Zdrowe i smaczne lunchboxy. Po co to robię? Chcę pokazać innym, że każdy kiedyś zaczynał, i że te początki nie zawsze są takie idealne i kolorowe. Przy okazji można się troszkę pośmiać.

Podkreślasz, że bento można zjeść nie tylko przy stole, a właściwie wszędzie. Czy wzbudzasz zainteresowanie swoimi pojemnikami po brzegi wypełnione kuszącymi składnikami?

Widok kogoś jedzącego kanapkę, słodką bułkę lub batonika, nikogo nie dziwi, ani nie wzbudza zainteresowania. Pudełko zawsze przyciąga uwagę, a jego zawartość ciekawi. Gdy jeszcze studiowałam, do moich pudełek regularnie zaglądały koleżanki i koledzy z roku, a czasem także i wykładowcy. Z jedną panią profesor nawet wymieniałyśmy się przepisami.

Obecnie, ze względu na moją pracę, bento jadam w różnych miejscach, mniej lub bardziej typowych do spożywania posiłków. Dzisiaj moje pudełko zabrałam ze sobą nad zalew, gdzie robiliśmy sesję do jednego z magazynów, przedwczoraj bento towarzyszyło mi na jurajskich skałkach, z kolei  kilka dni wcześniej lunchbox zabrałam ze sobą w dłuższą podróż pociągiem. Zazwyczaj ludzie podglądają, co mam w środku. Niektórzy dopytują o pudełka i przepisy. Za każdym razem spotykam się z bardzo pozytywnymi reakcjami na bento. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Malwina | bloger kulinarny (@filozofiasmaku) Lip 1, 2018 o 11:33 PDT

Czy bentowy bakcyl jest dla każdego? Wiele osób kojarzy je tylko z (jak sama to określasz) „lepieniem świnek z ryżu”…

Bento jest dla każdego, kto chce zacząć jeść zdrowe i smaczne posiłki poza domem. Dla każdego, kto chce zacząć dbać o samego siebie. To, że w mediach pokazuje się bento właśnie od strony charaben, czyli dekoracyjnego bento, nawiązującego do kultury popularnej, jest troszkę krzywdzące. Wiele osób pomyśli, że aby robić bento, trzeba spędzać godziny na wycinaniu kwiatków z marchewki i turlaniu ryżowych kulek. A przecież bento to estetyczny posiłek zamknięty w pudełku. Aby bento było ładne, wystarczy, że poszczególne składniki odpowiednio ułożymy w lunchboxie. Przygotowanie go wcale nie musi być czasochłonne. Czasem wystarczy dorzucić do pojemnika kilka kolorowych pomidorków, listki bazylii, posypać pastę kanapkową za’atarem  i posiłek od razu wygląda o wiele bardziej atrakcyjnie.

Opisujesz dokładnie akcesoria dla fana bento, ale w co musimy się zaopatrzyć, jeśli chcemy dopiero zacząć „bentować” w wersji podstawowej?

Oczywiście niezbędny będzie pojemnik na żywność. Na samym początku  polecam przejrzeć kuchenne szafki i sprawdzić, czy przypadkiem nie mamy już czegoś odpowiedniego, co wystarczy na początek. Pamiętajmy tylko o tym, że musi być to pojemnik przeznaczony do kontaktu z żywnością i wolny od BPA, czyli bisfenolu A. To związek chemiczny, który negatywnie wpływa na nasz układ hormonalny i nerwowy. Pojemniki pozbawione BPA najczęściej oznacza się informacją: „BPA-free lub „Wolne od BPA”.

Gdy nabierzemy wprawy i załapiemy, jak to określiłaś, bentowego bakcyla, warto zainwestować w lepszy lunchbox. Lepszy, czyli przede wszystkim praktyczny. Chyba nie ma nic gorszego, aniżeli pudełko niedostosowane do naszych potrzeb. Tańsze lunchboxy wykonane są z dość cienkiego plastiku, który łatwo się odkształca. Nie są też w 100 % szczelne, przez co mogą zdarzyć nam się wycieki. Takie wypadki szybko zniechęcą nas do bentowania. Nowy pojemnik najlepiej potraktować jako nagrodę za systematyczne przygotowywanie jedzenia do lunchboxu. W końcu rezygnując ze sklepowych gotowców, nie tylko zauważymy poprawę samopoczucia, ale i więcej gotówki w portfelu.

Będziemy potrzebować jeszcze sztućców. Tu od razu przestrzegam przed używaniem zwykłych metalowych widelców. Nie jest to dobry wybór. Dlaczego? Jeśli mamy lunchbox z tworzywa sztucznego, to takimi metalowymi sztućcami dość szybko go porysujemy. Pamiętajmy o tym, że wszelkie uszkodzenia na powierzchni plastiku mogą powodować migrację szkodliwych substancji z tworzywa do jedzenia, szczególnie w trakcie podgrzewania w mikrofalówce. Poza tym takie pudełko o wiele szybciej wyląduje w koszu.

Nie zapominajmy także o torbie termicznej i wkładach chłodzących, które wydłużą świeżość naszego posiłku i zabezpieczą go przez zepsuciem się. Torbę z wkładami polecam używać przez całe lato.

O czym należy pamiętać, żeby nie zrazić się do bento? Wymieniasz m.in. czarną listę produktów do pudełka.

Przede wszystkim o tym, aby prawidłowo przygotowywać produkty spożywcze i również odpowiednio je przechowywać. Dość często popełnianym błędem w kuchni jest, np. rozgotowywanie warzyw. Gdy brokuły będziemy gotować przez 15 minut pod przykryciem, z garnka wyciągniemy miękkie, rozpaćkane warzywo w kolorze żółto-brązowymi, a nie sprężyste zielone różyczki. Takie rozgotowane warzywa mają mniej witamin i psują się o wiele szybciej. Warzywa powinniśmy gotować krótko, w odkrytym garnku lub w parowarze. Dzięki temu będą nie tylko smaczniejsze, ale i zdrowsze. Po ugotowaniu należy je odcedzić i obficie przelać zimną wodą, aby zatrzymać proces gotowania. Do pojemnika przekładamy je, kiedy dobrze odciekną na durszlaku z nadmiaru wody i wystygną. To ostatnie jest szczególnie ważne, wiele bowiem osób pakuje do pudełek gorące potrawy i odkłada je do lodówki. Po pierwsze - taki posiłek zepsuje się o wiele szybciej, po drugie – tekstura jedzenia ulegnie zmianie, co wpłynie niekorzystnie na smak potrawy, po trzecie – wkładanie gorącego posiłku do lodówki nie jest dobrym pomysłem. Możemy w ten sposób ją uszkodzić.  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Malwina | bloger kulinarny (@filozofiasmaku) Wrz 9, 2018 o 10:51 PDT

Jakie masz porady, aby zachęcić znajomych z uczelni czy pracy, żeby razem wpaść w manię na „make bento not war” i przy wspólnym stole zjeść lunchbox inspirowany Japonią?

Myślę, że same korzyści wynikające z codziennego bentowania są już zachęcające. Przede wszystkim dzięki bento możemy jeść o wiele bardziej różnorodnie. Placuszki, sałatki, pasty kanapkowe, omlety – te i wiele innych potraw można spakować do pudełka i zjeść ze smakiem w pracy lub szkole. Monotonne kanapki wypadają przy takich daniach dość blado.

Bento to także przejście na zdrowszą stronę mocy. Samodzielnie przygotowując posiłki wiemy, co dokładnie jemy.  Nie mamy tej pewności, gdy stołujemy się na mieście. To  także jeden z kroków do zrzucenia nadprogramowych kilogramów. Myślę, że ta wiadomość ucieszy przede wszystkim panie. Gotując do pudełka, kontrolujemy  wielkość zjadanych porcji, dbamy o regularne posiłki, dzięki czemu zapobiegamy napadom wilczego głodu.

Jak wpaść w manię bentowania? Najlepiej znaleźć ludzi, którzy również załapali bentowego bakcyla. Tu szczególnie polecam dołączyć do lunchboxowej grupy, o której wcześniej wspominałam. To świetne miejsce do wzajemnego motywowania się i inspirowania.

A może przekonają ich japońskie kanapki? (uśmiech)

Skoro Polacy tak bardzo pokochali sushi, to być może pokochają także onigirazu? To właśnie coś w rodzaju ryżowych „kanapek”, które można dowolnie nadziewać, zmieniając dodatki zgodnie z własnymi preferencjami. Proszę tylko nie mylić onigirazu z sushi, bo mimo tego, że mają wspólny mianownik w postaci japońskiego ryżu, to dwie zupełnie inne potrawy.

Otwierasz lodówkę… spiżarnię… i jakie bento króluje u Ciebie na jesień?

Jesienią w moim bento królują przede wszystkim kasze, strączki i warzywa korzeniowe. No i oczywiście dynia. Szczególnie lubię sięgać po mało doceniane w kuchni warzywa, np. bulwę selera, która w polskim domu zazwyczaj kończy w rosole lub sałatce jarzynowej. Mało kto robi z niej cokolwiek więcej, a to naprawdę pyszne i bardzo zdrowe warzywo.  Można je wykorzystać do zrobienia prostych wytrawnych placków, pasty kanapkowej, zupy i wielu innych. Bento jest dla mnie okazją do bawienia się smakami i odkrywania ich na nowo.