Z klasą, ciekawe i niedrogo – we Lwowie można cieszyć się restauracjami i kawiarniami przez wiele dni, nie zaznając nudy. Jest przy tym klimatycznie i bez zadęcia.

Co i gdzie zjeść we Lwowie?

Możliwości nie brakuje. Zależnie od zawartości portfela, znajdziecie coś dla siebie. Najtaniej będzie zapewne w lokalach Puzata Chata – to proste, samoobsługowe restauracje, bardzo tanie i bardzo popularne, ale niestety jakość oferowanego jedzenia nie zachwyca. Jeśli chcecie zjeść prosto i smacznie, postawcie na vareniki w sieci Marusya. Wydacie kilka złotych na porcję ciekawych, smacznych pierogów. Mało zamówcie drugą na deser – te z wiśniami i śmietaną są naprawdę dobre.

Dobrym pomysłem na obiad we Lwowie jest też wybranie się do restauracji gruzińskiej. Chinkalnia (Hinkalnya) słynie oczywiście z pękatych pierożków chinkali, ale zjecie tu też chaczapuri czy zupę lobio i kilka innych gruzińskich przysmaków. Do picia kompot i czacza, a rachunek opiewa na około 450 hrywien (około 30 złotych) za obiad dla dwóch osób.

Lwów ceni też dobre mięso. Niezwykle popularny jest lokal Mięso i sprawiedliwość – nie tylko ze względu na jakość dań, ale też klimat. Soczyste kąski leżące na grillu prezentują się imponująco. Testujemy jednak również miejsce bardziej eleganckie – Mons Pius mieści się w podwórku tuż za Katedra Ormiańską (przepiękną i zdecydowanie wartą odwiedzenia). Restauracja jest bardzo ładna, klimatyczna, ma też atrakcyjnie zapowiadający się ogródek, ale trudno to dokładniej ocenić w zimowych miesiącach. Menu jest dość krótkie i proste – skoncentrowane głównie na daniach mięsnych, szczególnie z wołowiny. Można spróbować tej ukraińskiej, jest jednak też amerykańska – kilkakrotnie droższa. Sezonowana wołowina jest podawana w postaci różnych typów steków, ale także w formie burgerów – również bez bułki. Przystawki są nieco rozczarowujące – pieczona papryka marynowana okazuje się być po prostu pięcioma plastrami papryki w oliwie, bez rewelacji. Wśród napojów dostaniecie tu między innymi uzwar – kompot z suszonych owoców bardzo podobny do tego, jaki u nas serwuje się podczas wieczerzy wigilijnej. W Mons Pius jest spory wybór piw craftowych i win. Wśród tych ostatnich rozczarowuje mnie jednak brak ukraińskiego czerwonego wina – jest tylko jedno białe, więc do wołowiny popijamy jednak wino w Włoch. Ceny – z pewnością wyższe niż w innych lokalach, ale wciąż przyjemne, jeśli porówna się do tych warszawskich. Za stek w sosie pieprzowym, burger w pomidorze, paprykową przystawkę, karafkę uzwaru i dwa kieliszki wina płacimy równowartość 120 złotych.

Kawa i kawiarnie we Lwowie

Co kilkadziesiąt lub kilkaset metrów budka z kawą – taki kiosk, tylko zamiast gazet sprzedają gorący napar. Oprócz tego kawiarnia za kawiarnią. Widać, że we Lwowie małą czarną traktuje się poważnie. Można to stwierdzić nie tylko po liczbie miejsc, gdzie można się napić, ale i po jakość kawą, jaką się serwuje. W zdecydowanej większości kawa jest smaczna i dobrze zaparzona. Często też absurdalnie tania – w przeliczeniu na złotówki dobrej kawy można się napić już za 2,5-3 zł, a wyśmienitej za około 7. Popularna kawiarnia Cukor to właściwie coś w rodzaju małego bistro, gdzie najważniejsza, owszem, jest kawa, ale zjecie tu też prosty obiad, kolację i deser. Czarna kawa z kolumbijskich ziaren była zdecydowanie warta tego, aby właśnie w Cukorze wypić naszą najdroższą kawę we Lwowie. Przyzwoitą jakość ma jednak także kawa w Lwowskich croissantach, a kosztuje około jedną trzecią tego, co w Cukorze.

Bardzo dobrą kawę serwują również w znakomitej kawiarni Apteka Mikolascha, ale to nie kawa jest tu najważniejsza. Apteka to raj dla miłośników słodkości – czekoladki, desery, ciasta i torty onieśmielają już przy wejściu, zerkając na gości z ogromnej witryny. Apteka serwuje też dania wytrawne – szczególnie polecamy to miejsce na śniadanie, bo omlety są bogate i pyszne, podobnie jak pieczywo, nadziewane brioszki i reszta.  Ceny – około 40 hrywien za kawę, 120-150 za omlet. Jest to więc niemało jak na Lwów, ale uwierzcie, że warto!
Lwów to miasto kawy, piwa i czekolady, więc wypróbujcie i tę ostatnią. Liczne czekoladziarnie zachęcają, aby w przerwie w zwiedzaniu wypić filiżankę płynnej, aksamitnej czekolady.

Śniadanie we Lwowie

Śniadanie we Lwowie zasługuje prawdopodobnie na odrębny artykuł albo i książkę, ale ujmijmy to w skrócie. Można zjeść bardzo tanio, tanio lub dość tanio. Prostym, ale niezłym i bardzo ekonomicznym wyborem są Lwowskie croissanty – sieć lokali, na które natkniecie się co kilka kroków. Świeżo wypiekany rogalik w wersji słonej lub słodkiej, do tego kawa – to koszt około 50-60 hrywien za osobę, a więc około 7-8 złotych. Nie jest to rogalik idealny, rodem z Paryża, ale smaczne dodatki nadrabiają braki, a i kawa jest naprawdę niezła.
Opcja nieco droższa, ale niezwykle bogata i atrakcyjna to śniadanie w kultowej restauracji Baczewskich. Otwarty bufet, stołu uginające się pod ciężarem jedzenia, śniadanie serwowane w zielonej oranżerii (także zimą), a do tego muzyka fortepianowa na żywo. Na śniadanie serwowane od 8 do 11 nie można tu zrobić rezerwacji, więc warto wstać wcześniej i przyjść tu przed 9, żeby uniknąć stania w kolejce i zwiększyć szanse na dobry stolik. Wejściówka tutaj kosztuje 150 hrywien i obejmuje wszystkie dania bez limitu, do tego kawa lub herbata (za drugi napój trzeba już dopłacić, ale niewiele), a także… kieliszek wina musującego lub wódki, do wyboru. Do jedzenia znajdziecie tu bardzo wiele – typowo śniadaniowe dania z jaj, mięsa, warzywa, tarty, przekąski, ale także naleśniki, syrniki, ciasta, ciasteczka, płatki, nabiał, owoce – wszystko w ilościach, które robią wrażenie.
Pamiętajcie jednak, że to nie jest tylko śniadaniownia – do Baczewskich warto też zajrzeć w porze obiadu lub kolacji.
Pysznym, przyjemnym i spokojnym miejscem na śniadanie jest też wspomniana już wyżej Apteka Mikolasha – w porze śniadania nie przychodzą tu tłumy, bardziej tłoczno robi się w okolicach południa, ale wciąż nie tak jak u Baczewskich.

Alkohole – piwo, wino, wódka

Jeśli myślisz, że jadąc na wschód, możesz liczyć tylko na dobrą wódkę, bardzo się mylisz. Lwów kocha też piwo i ma kilka miejskich browarów wraz z restauracją, gdzie można liczyć na kufel piwa i przekąskę. Możesz zacząć od Prawdy – zlokalizowanego przy samym Rynku lokalu, który na pierwszy rzut oka wygląda wyłącznie na wabik na turystów, ale przychodzą tu i miejscowi, bo… jest po prostu fajnie. Codziennie o 19 można posłuchać muzyki na żywo – miejsca w Prawdzie jest mnóstwo, ale nie myśl, że wystarczy dla wszystkich, bo w soboty chętnych jest tyle, że 4-poziomowy lokal to za mało. Warto przyjść nieco wcześniej i zająć stolik. Prawda ma spory wybór piw w różnych stylach – z beczki i butelkowane. Niektóre dość przeciętne, inne doceniane i wielokrotnie nagradzane. Ceny – około 40-50 hrywien za 300 ml, czyli około 6 złotych. Poza piwem, w prawdzie nieźle zjecie – są dania główne, ale do mnie bardziej przemawiają przekąski – marynowana makrela i smażone w całości rybki pasują do piwa i są bardzo smaczne. Podobnie zjecie i wypijecie w Restauracji browarowej Kumpel.

Pamiętajcie, że Ukraina to także wino – odeskie wina Kolonista znajdziecie w wielu lokalach – ceny bardzo atrakcyjne, a smak niezwykle interesujący. Polecamy szczególnie odeskie Czarne (tak naprawdę czerwone, bez obaw). Jest oryginalne – łączy w sobie aromaty czarnej porzeczki z cięższym, czekoladowym smakiem i poniekąd ziołową lekkością.

Warto zajrzeć też do lokalu, którego korzenie są w Kijowie, ale i Lwów doczekał się filii – Biały Nalew to jeden z lokali należących do Dmytro Borysowa, a którego charakterystyczną cechą jest to, że wszystko kosztuje równowartość 1 euro. Menu liczy zaledwie kilka pozycji i jest to zestawienie niezwykle ciekawe. Głównym bohaterem jest tu jabłko (biały nalew to jego odmiana - papierówka), szczególnie w postaci cydru i nalewki. Na przegryzkę hot dog lub… ostryga. Jest pyszna z kieliszkiem schłodzonych bąbelków! Atmosfera jest bardzo swobodna, iście studencka, więc nie myślcie, że jeśli ostrygi, to czas założyć krawat.

Wódka? Tak, jej tez nie brakuje – czysta i smakowa, na przykład chrzanowa. Jest ich mnóstwo, a i knajpek nie brakuje. Wszystko w obrębie starego miasta – co krok to bar.