Już sam tytuł „Przy moim stole. Świętowanie codzienności” wskazuje na to, na czym koncentruje się Nigella Lawson. Znajdziecie tu dania, które autorka – jak deklaruje – regularnie gotuje w domu. Skupia się jednak również na samym stole – jako miejscu, wokół którego toczy się domowe życie. Opowiada o samym meblu, który był pierwszym zakupionym do nowego domu. We wstępie nawiązuje również do historii podróży kosmicznych – w pierwszych statkach nie było stołów, ale okazało się, że kosmonauci potrzebują ich nie tylko ze względów praktycznych, ale i emocjonalnych – nawet, jeśli brak grawitacji sprawia, że trzeba do nich wszystko przypinać rzepami. Jak każda książka Nigelli Lawson, tak i ta jest nie tylko zbiorem przepisów, ale też opowieści z życia, zwyczajów funkcjonujących w gronie rodziny i przyjaciół.

Tematyka nie jest oryginalna, ale kto powiedział, że powinna taka być. Zresztą Nigella była pierwsza - od zawsze w swoich programach i książkach skupiała się na tematyce stołu, domowej kuchni i karmienia bliskich w taki sposób, aby zapewnić im nie tylko pełny brzuch, ale i dobry nastrój.

„Gotowanie nie polega na tym, by traktować jedzenie jak eksponat muzealny albo pławić się w nostalgii. Wiele przepisów z tej książki nawiązuje do smaków, które pamiętam z różnych etapów życia, ale dzięki temu wspomnienia łączą się z tym, co dzieje się tu i teraz”.

Porządek tej książki, a raczej jego brak, podkreślają domowy charakter tej kuchni – nie dlatego, że panuje w niej bałagan, lecz swoboda i luz, jakiego nie zaznacie w kuchni restauracyjnej. Nie ma podziału na rozdziały. Przepisy następują jeden za drugim i można tylko orientacyjnie wskazać – na początku mniejsze dania, przekąski, przystawki, śniadania, dodatki, dalej owoce morza, ryby  i mięso, a za nimi słodkości. O ile w przypadku dań wytrawnych macie zgodę Nigelli na modyfikacje, o tyle w słodkich jest to zabronione – ściśle trzymaj się proporcji! A desery, cóż, jak to u Nigelli – karmel, czekolada, toffi, syropy, kremy, ale i owoce i proste ciasta, takie do sobotniej herbaty.

Na słono też bywa bogato, wręcz ciężko i naprawdę kalorycznie – lepiej, żebyście nie byli na diecie ograniczającej spożycie boczku, sera i chrupiącej panierki! Ale jeśli unikacie takich ciężkich smaków, spokojnie znajdziecie tu dla siebie sałatki na bazie kruchych warzyw, pożywnych ziaren, z dodatkiem słodkich granatów. O ile zazwyczaj jem jarsko, a szczególną pokusą są dla mnie desery, tym razem wyjątkowo smacznie wyglądają mi… mięsa! Kurczak, jagnięcina, wołowina wyglądają niesamowicie apetycznie. Złocista skórka, mięciutkie wnętrze, pyszne dodatki i dużo aromatycznych przypraw.

O czym i dla kogo jest ta książka? Dla tych, którzy kochają Nigellę i jej kuchnię. Dla tych, którzy lubią sprawiać sobie i bliskim kulinarne przyjemności na co dzień i spotykać się wokół wspólnego stołu. To też doskonały prezent dla kogoś, komu życzysz jak najlepiej i komu chcesz przekazać trochę ciepła.