Magda Pomorska: Pięknie wydana, bardzo inspirująca książka „Przy jednym stole. 100 przepisów z mięsem i wegańskich” to wasze wspólne dzieło. Nawiązując do tytułu – czy łatwo jest usiąść do jednego stołu mimo tak różnych jadłospisów i indywidualnych spojrzeń na żywienie?
Jasiek Kuroń: Nie jest to wyjątkowo trudne, ale trzeba się trochę postarać…

Aneta Kuroń: Po pierwsze należy przezwyciężyć pewne przyzwyczajenia, które najczęściej wynosimy z domu. To poglądy, że w przypadku tradycyjnych świąt czy innych okazji w roku mamy do wyboru jedynie słuszne potrawy. A po drugie, otworzyć się też na inne smaki. Na przykład, ty Jasiek, wielokrotnie przekonywałeś się do kotletów z grzybów i zjadałeś je zamiast schabowego.

Jasiek: I do tempehu też! (uśmiech) Faktycznie są takie produkty czy dania, które wcześniej nie występowały w moim jadłospisie. Warto próbować nowości, przyzwyczajać się do nich. Mimo różnic w tym, co zjadamy, nie widzę powodów, aby nie usiąść razem przy jednym stole. Zanim usiądziemy do posiłku, musimy go zrobić.

Czy macie swoje patenty, jak gotować znane dania w wersji wege? Od którego momentu ta sama potrawa przechodzi w wersję mięsną? Jakie możecie dać wskazówki?

Aneta: Zacznijmy od tego, że w naszej kuchni mięso nie pojawia się codziennie. Pogodzenie dwóch jadłospisów – wegańskiego i mięsnego – nie jest dla nas wyzwaniem. Nie dzielimy kuchni na pół od rana do wieczora. Ograniczenie produktów mięsnych w naszym menu wynika też z ogólnych zaleceń żywieniowych. Staramy się, aby w diecie znalazło się więcej warzyw i owoców. Ponadto w kuchni w trakcie gotowania zawsze jestem jako sous-chef (drugi szef kuchni) mojego męża (śmiech). Wyjątkiem jest pieczenie ciast (uśmiech). Przygotowuję składniki, robiąc tzw. mise en place (z franc. wszystko na swoim miejscu). Mam pokrojone cebulę, czosnek czy inne warzywa i to mój sposób, aby złapać zen. Później wspólnie improwizujemy.

Jasiek: Są takie dania, które aż się proszą, żeby do nich dodać mięso, chociaż jem je rzadko. Raz w tygodniu, w chłodniejsze miesiące dwa razy na tydzień. Gdy gotuję dania z kuchni chińskiej, prawie do ostatniego etapu jest to przepis wegański. Pod koniec dopiero dla siebie dodaję smażone mięso.

Aneta: Podobnie z curry!

Jasiek: Właśnie. Zazwyczaj robimy bazę w 100% wegańską, a później, jeśli mam ochotę, dokładam mięso. Sprawę planowania potraw ułatwia nam też Ignacy, który mięsa nie je. Jeśli miałbym przygotowywać osobno danie dla siebie, Anety i syna, to wychodziłyby trzy różne talerze. Dlatego wolę tak modyfikować na koniec, gdy akurat mam „mięsny” dzień.

Aneta: Wszystko jest kwestią organizacji. Również przy klasycznym polskim obiedzie, czyli ziemniaki, mięso z sosem i surówka, działamy bardzo sprawnie. W wolnowarze robi się wołowina lub wieprzowina dla Jaśka, w garnku gotują ziemniaki. Drugi dodatek warzywny również będzie wspólny. Nawet przy sałatkach z majonezem jest to możliwe, bo można kupić wegański.

W książce znajdziemy też rozdział przygotowany przez Weronikę Pruss Da Cruz – dietetyczkę i technologa żywienia. Dlaczego zdecydowaliście się na taką współpracę i z jakimi najczęściej mitami spotykacie się w dyskusjach o współczesnym odżywianiu?

Jasiek: Najpopularniejszy mit to stwierdzenie, że do obiadu musi być kotlecik.

Aneta: Dodam kolejny: opinia, że tylko dieta z białkiem mięsnym dostarcza siły i energii. Oba wymienione, ale też mnóstwo innych, to efekt wychowania polskiego społeczeństwa w kulturze jedzenia mięsa. Wielu z nas pamięta zdanie z dzieciństwa: „No dobrze, ziemniaczki zostaw, ale kotlecika musisz zjeść”. Wyrośliśmy w przekonaniu, że kotlet musi być zjedzony, bo mięso jest konieczne. Najlepiej w dużych ilościach. Ba! Nawet teraz, gdy przyjeżdżamy do naszych domów rodzinnych, prym wiedzie obiad z mięsem w roli głównej. Zaprosiliśmy Weronikę do naszej książki, ponieważ to świetna ekspertka. Swoją wiedzą i spokojem nie stara się nikogo przekonać na siłę i w takim podejściu zdecydowanie jesteśmy zgodni. Polaków do jedzenia mięsa nie trzeba zachęcać, ale wielokrotnie pokutują liczne mity i półprawdy. Chcieliśmy, żeby choć niektóre w przynajmniej kilku zdaniach wytłumaczyła od innej strony.

Jasiek: Warto dodać, że mity nie dotyczą samego mięsa. Wokół kuchni wegańskiej też krążą błędne pojęcia. Przykładowo stwierdzenie, że kuchnia wegańska jest niskokaloryczna. W praktyce to nie do końca prawda, bo strączkowa baza weganizmu to produkty kaloryczne i gdybyśmy oparli nasz jadłospis tylko na nich, to kaloryczność byłaby wysoka. Do tego doliczyć trzeba też inne składniki, z których przygotowujemy posiłki. Nie każdy wie, że pasztet mięsny z chudszych rodzajów mięsa ma mniej kalorii niż pasztet z cieciorki.

Aneta: Często pojawia się też zarzut, że dieta roślinna zawsze prowadzi do niedoborów w organizmie. To nie jest prawda, ponieważ dobrze zbilansowana dieta może być pełnowartościowa, jeśli dobierzemy jej składniki odpowiednio dla siebie.

Dedykacja książki: „Dla Ignacego″ – rozczula, bo jest taka rodzinna i od was. Czy wasz syn już stawia pierwsze kroki w kuchni?

Jasiek i Aneta: Stawia! (jednogłośnie)

Jasiek: Dużo jest sprzątania po nim, ale stawia (śmiech). Bardzo lubi robić dania mączne i ciasteczka.

Aneta: Robił też ostatnio sałatkę i fantastycznie sam sobie poradził. Co prawda nie jest to perfekcyjne krojenie…

Jasiek: Powtarzalność siekania nie jest jego najmocniejszą stroną, ale świetnie sobie radzi (uśmiech). Wie, że nie może korzystać z ostrych noży. Ma swoje, których może używać.

Aneta: Aczkolwiek to nie jest tak, że on nie może, ale raz zaciął się naszym nożem i doszedł do wniosku, że będzie świadomie sięgać po te, które mu wskazaliśmy.

Jasiek: Ignacy jest bardzo ciekawy kuchni i gotowania. Otwiera się na smaki, bo wiele przepisów testuje samodzielnie.