Paulina Zakrzewska, redakcja "Sól i Pieprz": Skąd wziął się pomysł na książkę o niemarnowaniu żywności?
Sylwia Majcher:
Z życia. Od lat z moją przyjaciółką Agatą prowadzę bloga (kuchniawformie) i ciągle odpowiadałam na pytania, co ugotować na romantyczną kolację czy obiad z teściami. I od jakiegoś czasu zaczęto mnie pytać, co zrobić z rzodkiewką, która jest już miękka, sałatą, która straciła chrupkość, pieczywem, którego jest za dużo. Odpowiadałam i przemycałam przepisy na bloga. Jednak największym impulsem okazała się wizyta w sortowni śmieci pod Łodzią. Na taśmie przesuwały się produkty, które gdybym wzięła do ręki, wyglądałyby jak ze sklepowej półki.

Ile marnujemy w Polsce jedzenia?

Dziewięć milionów ton, z czego w domach aż 2 miliony. Są to dane Federacji Polskich Banków Żywności z 2006 roku. Najnowsze mogą być wyższe.

Jakie produkty najczęściej wyrzucamy?

Najwięcej pieczywa. Wędliny są na drugim miejscu, chociaż wcześniej były na nim warzywa i owoce. Dlaczego wędliny? Bo jest w nich tak dużo chemii, że już po 1-2 dniach zaczynają pokrywać się białym nalotem. To też nasza wina, bo nie wiemy, jak je przechowywać.

A jak najlepiej?

Na pewno wyjąć z folii i owinąć w papier śniadaniowy albo ręczniki papierowe. Wtedy będą dobre do tygodnia. Wędliny wędzone, tzw. swojskie, mogą zachować świeżość nawet miesiąc. A pieczywo trzymam w chlebaku w lnianej serwetce, dzięki której skórka zachowuje chrupkość.

Jak wykorzystać czerstwe bułki i chleby?

W książce jest najwięcej przepisów na pieczywo. Można je podgrzać w piekarniku i posypać żółtym serem albo posmarować miodem czy powidłami. Można też zrobić tosty francuskie, które wykreowały amerykańskie seriale, ale identyczne robią Portugalczycy na święta, tylko obtaczają je w cynamonie i cukrze. Okruchy chleba sprawdzą się jako panierka do ryb

Na twoich warsztatach robiliśmy kotleciki z czerstwych bułek.

Wszyscy są ich ciekawi. Można je zrobić z chleba razowego, pszennego, bagietki albo chałki. Na wytrawnie albo na słodko, jako knedle. Wtedy dodaje się ulubione suszone owoce i polewa sosem, np. jabłkowym albo ze skórki pomarańczy. I mamy danie jak z najlepszej restauracji.

A jak przetwarzasz wędliny?

Gdy widzę, że za chwilę stracą termin ważności – ale nie ten na opakowaniu, bo do tego podchodzę sceptycznie – tylko zaczynają kiepsko wyglądać, kroję je w kawałki, posypuję ziołami i wkładam do piekarnika albo na patelnię i robię chipsy. Są doskonałe do sałaty, zup kremów albo makaronu z oliwą.

Czyli nie przestrzegasz terminów przydatności?

Termin ważności ma niecałe 40 lat i już w UE planowane są prace, żeby usunąć go z produktów sypkich, jak kasze czy makarony. Data ważności jest informacją od producenta, który zdejmuje z siebie odpowiedzialność za produkt. Jeśli jogurt albo śmietana są odpowiednio przechowywane, są dobre nawet dwa tygodnie po terminie. Takimi produktami karmię moje dzieci. Zdarza mi się bowiem kupić pięć jogurtów i zalegają w lodówce (gdy dzieci chorują, nie podaję im nabiału), ale zawsze przed podaniem sprawdzam, czy wszystko jest w porządku.

Jakie masz patenty na warzywa?

Większość nowalijek, na które czekam z utęsknieniem, tylko szoruję specjalną szczotką. Starsze warzywa szoruję i obieram, obierki i końcówki (głównie marchewki i pietruszki) od razu nastawiam na bulion, który wykorzystuję jako bazę do risotta, zupy cebulowej czy czosnkowej. Można je podać ze skrawkami wędlin i serów – to danie niemal bezkosztowe. Posypane natką pietruszki albo kolendry zachwycą każdego.

Łodyżki też się przydają, prawda?

Oczywiście, są najbardziej aromatyczne i odżywcze. Mam w zamrażarce pojemnik na nie, a używam ich do bulionów.

Czyli twoja zamrażarka pęka w szwach?

Chciałabym mieć większą. Mam w niej podpisane pudełka z produktami, np. na pasztet, wrzucam kawałki mięsa i je łączę z soczewicą. Są też pojemniki z owocami, które kupuję na targu po godzinach. Nie przeszkadza mi, że maliny albo jagody są delikatnie zmiażdżone. Od razu je opłukuję i zamrażam. Tak jak ciemne, niemal czarne banany – zamrażam w plasterkach, a po kilku minutach po wyjęciu miksuję na lody. Są bardziej aksamitne niż te sklepowe na bazie mleka i jaj. Mrożenie przedłuża życie. Wszystko można zamrażać, nawet pomidory – nie będą już co prawda takie jędrne jak świeże, ale w zupie czy sosie sprawdzą się doskonale.