Gaja Suchocka zachwyciła widzów w programie profesjonalizmem i pomysłami. Jej pomysły orzeźwiające ceviche z marynowanym łososiem, polędwiczki z sosem z cebuli, miechunki i rozmarynu oraz musem jabłkowym lub tatar z buraka zaskakiwały jurorów. Zapytaliśmy ją o książkę i co się zmieniło po wygranej w programie.

Anna Daniluk: Od 13 maja można kupić i gotować z twojej książki kucharskiej. Jakie to uczucie widzieć swoją publikację?
Gaja Suchocka:To bardzo fajne uczucie. Mogę powiedzieć „nareszcie”. Pisałam ją już wcześniej i bardzo chciałam ją zobaczyć na własne oczy. Widziałam jej projekty, ale chciałam ją już dotknąć i trzymać w dłoniach fizycznie. To duża satysfakcja i radość z tego, że już jest.

Z jakiego przepisu jesteś najbardziej zadowolona?
Trudno mi powiedzieć, z którego przepisu jestem najbardziej zadowolona. Każdy, który znalazł się w książce, jest przeze mnie sprawdzony. Największe emocje związane z finałową bezą. Na pewno bez tej bezy bym nie wygrała programu.

W finale zaprezentowałaś niezwykle apetyczną bezę z lemon curd. Masz niezawodny patent na ten rodzaj deseru?
Nie mam specjalnego sposobu. Samo wykonanie jest banalnie proste. Trzeba jedynie nad nią stać i się patrzeć, czy się z nią nic złego nie dzieje.

Książka zawiera przepisy również innych uczestników programu. Masz swoje ulubione danie proponowane przez kolegów i koleżanki?
Zdecydowanie poleciłabym przepis Lilki Jarockiej na zębacza.

W książce zdradzasz, że czerpiesz inspiracje kulinarne z programów chemicznych. Jak to dokładnie wygląda?
Bardzo często przygotowuję różne mieszanki chemiczne, na slime, na glutki, wybuchowe z sodą oczyszczoną czy według 5 Minutes Craft. Gdy oglądałam takie rzeczy, zobaczyłam, że można też bezę czy muffinkę zrobić w mikrofalówce. Musiałam to od razu sprawdzić. I faktycznie udało się tak zrobić. Ta beza jest całkiem dobra.

Czy masz jakiś składnik, bez którego nie wyobrażasz sobie gotowania?
Zdecydowanie jest to cukier. Moim zdaniem cukier to obowiązkowy składnik deseru. I też może pochodzić z różnych produktów (np. kokosowy, ksylitol). Deser można posłodzić bananem. Do obiadu natomiast musi być mięso albo ryba. Na przystawkę polecam różne tatary, focaccie. Przystawka może być też w formie deseru tak jak koktajl w mojej książce.

W redakcji chodzą słuchy, że uzyskałaś wyróżnienie w wojewódzkim konkursie fotograficznym. Czy zamierzasz rozwijać się w stronę fotografii kulinarnej?
Robię różne zdjęcia (ludzi, przyrody, obiektów), a teraz uczę się fotografować jedzenie. Troszkę widziałam, jak się to robi podczas sesji fotograficznej jedzenia do mojej książki. Ja gotowałam, a fotograf z super sprzętem robił zdjęcia. Bardzo mi się to podobało. A teraz mi się to przyda, bo chcę pokazywać innym, co zrobiłam i mam nadzieje zachęcić ich do gotowania. Dlatego będę rozwijała te umiejętności.

Co zmieniło się w twoim życiu po wygranej programu MasterChefa Junior?
Najbardziej to, że będę mogła prowadzić warsztaty kulinarne. Cieszy mnie wydanie książki. Bardzo dużo się nauczyłam nowych rzeczy I poznałam fajnych ludzi. Stałam się też bardziej rozpoznawalna.

Słyszałam, że jesteś świetna w blindtestach. Co sprawia ci największą trudność, a jakie składniki rozpoznajesz – dosłownie- z zamkniętymi oczami?
Szybko rozpoznaję składniki, szczególnie tych, których nie lubię. Na pewno będzie to chilli. Bardzo tego nie lubię, jakby ktoś dał mi chilli, to nie byłabym zadowolona. Awokado też nie należy do moich ulubionych, od razu bym zgadła. Mogłabym się pomylić w tym, czego nie próbowałam. Zresztą składników raczej nie miałabym problemu.

Jaki składnik najbardziej cenisz w kuchni?
Zdecydowanie najprostsze, czyli sól i pieprz, też przyprawy. W innym przypadku danie nie będzie miało w ogóle smaku. Zioła i przyprawy pomagają wyciągnąć i podkreślić smak potrawy.

Z tego, co wiemy, rozwijasz się w dziedzinie cukierniczej. Wzięłaś udział w kursie przygotowywania między innymi masy maślanej. Jakie pierwsze ciasto wykonałaś z wykorzystaniem tej metody?
Zrobiłam ciasto cytrynowe na klasowy Dzień Matki. Samo ciasto było proste w wykonaniu, ale dekoracja z masy maślanej była bardzo pracochłonna. Przygotowywałam ją przez około cztery godziny. Efekt był super. I to właśnie wtedy moje koleżanki i moi koledzy z klasy powiedzieli, że muszę iść do MasterChefa.