Magdalena Pomorska: Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?
Diana Kowalczyk, Mientablog:
Jeśli chodzi o amatorską fotografię, to od zawsze był przy mnie jakiś aparat. Odkąd pamiętam, mój tata dużo fotografuje i pewnie odziedziczyłam to zamiłowanie po nim. Pierwszą lustrzankę dostałam w prezencie od rodziców z okazji ślubu i było to ponad 9 lat temu. Już wtedy robiłam zdjęcia kulinarne, chociaż nie miałam o tym bladego pojęcia. Lata praktyki, prób, błędów i doskonalenia swoich umiejętności doprowadziły do tego, że teraz pracuję w zawodzie fotografa kulinarnego.

Co jest najtrudniejsze w pracy z jedzeniem?

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym pytaniem. Z całego procesu powstawania fotografii kulinarnej najbardziej lubię stylizowanie potrawy i robienie jej zdjęć. Może w moim przypadku byłby to fakt, że dosyć późno nauczyłam się gotować i ciągle się tego uczę. Czasami chciałabym bardziej zaszaleć, ale czuję, że jeszcze brak mi umiejętności, dlatego przepisy, które wymyślam na bloga, lub dla Klientów należą raczej do prostych.

Pierwszy kulinarny kadr, z którego jesteś wyjątkowo dumna to…

Myślę, że będzie to fotografia, jaką przygotowałam w 2019 roku na międzynarodowy konkurs Pink Lady dla fotografów kulinarnych. Zdobyłam pierwsze miejsce w swojej kategorii, „pokonując" zdolnych fotografów z całego świata. To uświadomiło mi, że muszę bardziej wierzyć w swoje możliwości, bo skoro oceniał mnie sam David Loftus, który fotografuje m.in. dla Jamiego Olivera, to nie powinnam mieć wątpliwości, że moje zdjęcia osiągnęły profesjonalny poziom. Zarówno zwycięskie zdjęcie, jak i trofeum stoją na półce nad moim biurkiem i przypominają mi, że warto dążyć do spełniania swoich marzeń. A jak już o marzeniach mowa, to jestem też bardzo dumna z kadrów, które powstały do mojej pierwszej książki kucharskiej. Mam wielką nadzieję, że uda mi się ja wydać w tym roku.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Diana Kowalczyk (@mientablog) Maj 9, 2020 o 12:13 PDT

Światło, sprzęt czy stylizacja – czy to najważniejsze trio w fotografii potraw? Jakie najważniejsze zasady należy zachować w fotografowaniu żywności?

Pewnie zabrzmi to mało profesjonalnie, ale w swojej fotografii częściej używam intuicji niż zasad. Oczywiście światło gra tu ogromną rolę i opanowanie go, bardzo ułatwia pracę. Uwielbiam stylizować dania. Czasami są to szybkie i proste stylizacje, czasem bardziej przemyślane i skomplikowane, a u mnie spontaniczność jednak bierze górę nad sztywnym trzymaniem się zasad. Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że sprzęt nie ułatwia pracy, ale sądzę, że główną rolę odgrywają jednak umiejętności, talent, czy też zmysł estetyczny fotografa.

Kadr szeroki – kadr bliski – czy to ma znaczenie, jaką potrawę lub produkt chcemy sfotografować?

Z jednej strony uważam, że z pewnością ma. Są dania, które aż proszą się o bliski kadr, pokazanie detali, ale równie dobrze możemy tę samą potrawę sfotografować np. w szerszym kontekście, na stole, w plenerze pokazując tym samym, że danie jest częścią większej historii. To tak naprawdę zależy od stylu i preferencji danego fotografa lub od wytycznych klienta. Ja w swoim portfolio mam zarówno apetyczne bliskie kadry, jak i szersze, na których dodaję czynnik ludzki, czyli siebie (uśmiech).

Jakie sztuczki zdarzało Ci się stosować, żeby ulepszyć zdjęcia potraw?

Nie stosuje takich sztuczek, po których potrawa stałaby się niejadalna. Nie znoszę marnowania jedzenia i na szczęście nie musiałam jeszcze kombinować w ten sposób. Bardzo często spryskuję owoce i warzywa wodą. Wyglądają wtedy bardziej świeżo. Upieczone warzywa smaruję oliwą i myślę, że takie proste triki nie zaszkodzą, a mogą uwydatnić, to co chcę pokazać na zdjęciu.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Diana Kowalczyk (@mientablog) Lip 7, 2020 o 11:14 PDT

Która potrawa w fotografii żywności jest najbardziej problematyczna?

Staram się w każdej sytuacji znaleźć jakieś rozwiązanie i tak też jest z fotografią. Bardzo lubię fotografować lody, które według niektórych są problematyczne. Wystarczy wcześniej przygotować cały plan zdjęciowy, by po nałożeniu lodów, wcisnąć tylko spust migawki. Myślę, że nauczyłam się też stylizować dania jednogarnkowe, w ten sposób by wyglądały atrakcyjnie. Jeśli chodzi o fotografowanie dla klientów, to przykładam się do tego należycie. Bywa, że mam problem z daniami na bloga. Takimi, które np. przygotowuję na obiad, który chcę szybko zjeść, ale w międzyczasie zrobić jeszcze zdjęcie. I takim daniem, którego do tej pory nie udało mi się apetycznie sfotografować, jest lasagne. Nigdy nie potrafię wytrzymać, aż przestygnie i zachowa pożądaną formę ;)

Domowe studio foodfoto – co warto mieć?

Dostęp do światła z ulubionej strony. Ja najczęściej korzystam z północnego światła i planując domowe studio, wybrałam pomieszczenie z takiej strony. Jeszcze w tamtym roku fotografowałam na szerokim parapecie w dziecięcym pokoju, ale po przeprowadzce i poprawieniu warunków pracy mogę powiedzieć, że warto mieć stół, na którym możemy układać tła fotograficzne i stylizować potrawy. Bardzo pomocny jest też mały stolik roboczy. Trzymam na nim zioła, spryskiwacz z wodą i inne niezbędne do stylizacji akcesoria. Duże szafy na „propsy” do zdjęć bardzo ułatwiły mi prace. Wszystko mam posegregowane kolorami, dzięki czemu dobieranie akcesoriów przed pracą przebiega bardzo sprawnie. Niezbędnym elementem jest też statyw i zwykła, niewielka blenda odbijająca światło.

 

Portfolio Diany Kowalczyk dostępne na stronie: https://mientablog.com/