Anna Daniluk: Mówi się, że przyszłość jest kobietą. Czy uważa pani, że teraz w kuchni kobiety rządzą?
Anna Klajmon:
Myślę, że zawsze był czas dla kobiet. Tak się już utarło, że ten zawód kojarzył się bardziej z mężczyznami niż z kobietami. Natomiast teraz zmieniły się poglądy na ten temat i rynek. Coraz więcej kobiet jest pokazywanych, że są szefami kuchni, zdobywa różne wyróżnienia i nagrody. Powoduje to naszą rozpoznawalność na rynku. Przyczynił się też do tego przewodnik Gault et Millaut. Tam bardziej stawia się na szefów kuchni i szefowe kuchni niż na same restauracje. Kiedyś rozmawiałam z Agatą Wojdą, że kobiety od mężczyzn różnią się tym, że my ze sobą nie konkurujemy. Kobiety ze sobą współpracują, pomagają sobie i wspierają się nawzajem.

Marieta Marecka: Myślę, że jeszcze nie zupełnie rządzą kobiety (śmiech). Jednak powoli zagarniają kawałek tortu dla siebie. Rzeczywiście było ich bardzo mało w kuchni. Myślę, że są coraz bardziej widoczne. Coraz mocniej mogą odbijać swoje ślady w kuchni. Jest kilka tego przykładów. Na przykład Oliwia Bernady czy Iwona Niemczewska zaczynają zdobywać nagrody i być rozpoznawalne. A przede wszystkim zaczynają być zauważane w kuchni. Co mnie osobiście bardzo cieszy jako kobietę.

Cristina Catese: U mnie w domu zawsze w kuchni rządziły kobiety. W Polsce jeszcze parę lat temu to był zamknięty świat tylko dla mężczyzn. Na szczęście jest nas coraz więcej, bo kochamy gotować i robimy to tak samo dobrze jak chłopaki. Nie boimy się wyzwań, ciężkiej pracy, bo na końcu zawsze, gdy widzimy zadowolonych ludzi, którzy proszą o dokładkę spaghetti albo ravioli, to serce rośnie.

Agata Wojda: Niestety nie. Tak wspaniale nie jest i nie będzie. Aczkolwiek są one bardzo mile widziane i często są bohaterkami opowieści o kuchni. Nie, dlatego, że o panach nie ma już co opowiadać, ale po prostu o kobietach w kuchni lubi się mówić. Jeżeli rzeczywiście chodzi o to, czy one gdzieś wysoko zawędrują to fajnie by było, gdyby tak się stało. Jednak na najwyższych szczeblach mężczyźni wciąż rządzą.

Czy widać różnicę w kobiecy i męskim podejściu do gotowania? Czy gotuje pani w inny sposób niż koledzy po fachu?

Anna Klajmon: Kobiety skupiają się na tym, aby był smak. Mężczyźni są wzrokowcami i skupiają się bardziej na wyglądzie. Mężczyźni chcą być najlepsi. Zawsze tak było, że mężczyzna szedł na polowanie i chciał budzić podziw. Kobiety chcą, aby goście byli zadowoleni. Aby wszystkim smakowało. Ostatecznie to goście są odzwierciedleniem naszej pracy. Dla mnie najważniejsze jest, gdy gość przyjdzie i powie, że te kluski smakowały jak zrobione przez jego babcię. Powie, że nawet były lepsze i podziękuje, niż to czy dostaniemy wyróżnienia czy nagrody.

Marieta Marecka: Myślę, że tak. Może nie jest to drastycznie inny styl gotowania, ale widać, że kobiety są bardziej delikatne. Ich smaki są bardziej subtelne. Połączenia smaków i pomysły na dania są bardziej fantazyjne. Czasem się śmiejemy, że widać kobieca rękę w daniu, bo pojawia się więcej kolorów i więcej kwiatów jadalnych. Od razu człowiek ma wrażenie, że podczas przygotowywania dania było więcej kobiecego pierwiastka. Choć panowie też w piękny sposób potrafią zdobić talerze i serwować posiłki. Kobiety i mężczyźni doceniają kuchnię tradycyjną. Trudno, więc powiedzieć, że to kobiety są nad wyraz innowacyjne lub odwrotnie.

Cristina Catese: Ja mam swoje sposoby. Gotuję od dziecka i wypracowałam własne metody. Uczyłam się od babci i mamy, które cały czas mnie inspirowały, żeby gotować jeszcze lepiej. Lubię, gdy wszystko jest perfekcyjnie przygotowane, każdy szczegółu przepisu jest ważny, no i oczywiście muszą być jakościowe składniki. W Polsce czasami jeszcze kucharze mają podejście „na ilość”, jak biorą pomidory do pizzy, to nie zawsze patrzą, żeby były słodkie, aromatyczne, włoskie, tylko bach – jakiekolwiek. U mnie to nie przejdzie i zawsze uczę tego na warsztatach.

Agata Wojda: Jasne, że tak. Kobiety mają w sobie potrzebę nakarmienia kogoś. Mają potrzebę kuchni bezpiecznej i wyrozumiałej. Męską domeną są kreacje potraw i eksperymentowanie. Dla nich praca nad talerzem staje się pewnego rodzaju misją. W naszym przypadku jest to potrzeba sprawienia komuś wielkiej przyjemności.

Wciąż w świadomości konsumentów pokutuje wizerunek szefa kuchni – mężczyzny. Jakie wyzwania wiążą się z tym dla kobiety? Czy musi „walczyć” o swoją pozycję?

Anna Klajmon: Zdecydowanie pomaga nam to, że jesteśmy z natury matkami. Pomaga to nam w zarządzaniu zespołem i robimy to lepiej niż mężczyźni. Jesteśmy stworzone do rozwiązywania konfliktów. Staramy się, aby zespół był taką rodziną. Nie pokazujemy swojej władczości. Myślę, że dzięki temu zdobywamy autorytet szybciej niż mężczyźni.

Marieta Marecka: Tak, wydaje mi się, że kobiety muszą włożyć więcej pracy w to, co robią. Muszą udowodnić panom, że jednak potrafią pracować w profesjonalnej kuchni. Bywa to kłopotliwe, choć wszystko zależy od tego, z kim się pracuje. Na całe szczęście pracuję głównie z mężczyznami, którzy mają fajne podejście do kobiety w kuchni. Na początku bywają zdziwieni, a potem traktują po kumpelsku. Nie mam odczuć, że trzeba się mocno przebijać. Dochodzą mnie słuchy, że inne panie mają trochę ciężej. Myślę, że mamy też trudniej, bo jest to ciężka praca. Wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Mężczyźni z pewnością lepiej radzą sobie fizycznie. Kobiety w tym czasie mają często własne rodziny, dzieci i są bardziej zaangażowane w to, aby nie być w kuchni 14-16 godzin. Kobiety świetnie sobie radzą i cieszę się, że będzie ich coraz więcej na około mnie.

Cristina Catese: Pracuję w Polsce ponad 16 lat. To mnie dużo nauczyło, przede wszystkim tego, żeby nie brać wszystkiego na poważnie. Śmiech i poczucie humoru zawsze pomagają. Ten, kto ze mną pracował, wie, że z Włoszką lepiej nie zadzierać (śmiech). To jest super, że jest coraz więcej utalentowanych dziewczyn, które chcą robić karierę jako szefowe kuchni. Gotowanie to ciężka praca, a wyzwania – nie można mieć długich paznokci, to jest najgorsze! (śmiech). Nie zamieniłabym mojego zawodu na inny.

Agata Wojda: Trzeba poświęcić ogromną ilość czasu. Wtedy mniej się zajmujemy tym, co jest przypisane naszej naturze, czyli prowadzenie domu, wychowywanie dzieci. To jest mocno kobieca rola. Wymaga takiego samego natłoku pracy zarówno wśród mężczyzn i kobiet. W pracy w kuchni nie ma rzeczy mniej lub bardziej damskich. Wykonujemy taką samą ciężką pracę, przez taką samą ilość godzin. Jest intensywnie. Może to być postrzegane jako przeszkoda, albo pewnego rodzaju utrudnienie. O ile ma się szczęście pracować z mężczyznami, którzy szanują kobiety i są dla nich partnerkami, to jest to sukces.

Jaki specjał zaproponowałaby pani, aby uczcić Dzień Kobiet?

Anna Klajmon: W restauracji przygotowuję kuchnię polską. Pracuję na produktach sezonowych i często zmieniam kartę. Tak mniej więcej, co 2-3 miesiące. Jeszcze nie wiem, co ugotuję z okazji Dnia Kobiet. Przypuszczam, że będzie to ciekawy deser.

Marieta Marecka: Tak, na przekór temu, co można byłoby sądzić, czyli nie żadną sałatkę lub koktajl odchudzający. W tym dniu nie musimy dbać o linię, liczyć węglowodanów i tłuszczów. Z okazji Dnia Kobiet zasugerowałabym cudownie maślane, pełne parmezanu risotto. Albo fantastycznie smakujący makaron oblany dobrą oliwą. Na koniec obowiązkowo deser. W tym dniu nie powinny się w żaden sposób ograniczać. Myślę, że taki comfort food to będzie idealne rozwiązanie dla każdej pani. Nawet tej, która twardo walczy ze swoją wagą.

Cristina Catese: Uwielbiam batoniki z gorzką czekoladą – super proste do przygotowania i pyszne, a jeżeli chcecie się poczuć super fit i zdrowo to dobrym wyjściem będzie sałatka i dużo warzyw. Nie będę ukrywać, że czasem potrzebny jest mój „ukochany” gluten – pizza i pasta fresca.

Agata Wojda: W ogóle uważam, że zapraszanie kobiet na kolację czy wręcz wyjście w taki dzień to już jest bardzo duża przyjemność. A w ogóle ugotowanie dla kobiet w ten dzień to jest to coś wspaniałego. Życzyłabym sobie tego, choć to nie jest takie częste. Niezależnie, co mężczyzna ugotuje dla swojej kobiety. Najlepiej, gdy przygotuje coś, z czego jest dumny i czym zechce się pochwalić. Gdy zechce smacznie nakarmić.

Dominika Zagrodzka: W 2017 roku zdobyłaś tytuł Najlepszej Szefowej Kuchni Świata według The World's 50 Best Restaurants. Przez długi czas jednak zawód szefa kuchni zarezerwowany był dla mężczyzn. Jak myślisz, czy nadchodzi era kobiet-szefowych?

Ana Roš: Słuszna uwaga. Rzeczywiście w świecie kulinariów jest coraz więcej kobiet. A może raczej wypadałoby powiedzieć, że teraz są one częściej przedmiotem zainteresowania mediów. Światowe rankingi także podkreślają rolę kobiet, w duchu emancypacji i walki z dyskryminacją. Nie uważam, żeby to był dobry sposób na promowanie kobiet w profesjonalnych kuchniach. To, że jest ich tam tak mało nie ma związku z różnicami wynikającymi z płci. Kobiety są wielozadaniowe i przez całe życie muszą troszczyć się o rodzinę, dzieci, mężów, kochanków. Wiele dziewczyn koło trzydziestki rezygnuje z gotowania, bo potrzebują innego zajęcia, które nie będzie tak czasochłonne. Ważniejsze jest dla nich życie prywatne i nic w tym dziwnego.

Czytaj także: Sama jestem swoim bohaterem - wywiad z Aną Roš