Decyzja o przejściu na dietę wyłącznie roślinną wiąże się ze zmianą wielu przyzwyczajeń, jednak niekoniecznie z zapomnieniem części lubianych smaków. Dziesiątki przepisów oraz szeroki wybór zamienników mięsa i nabiału dawno pogrążyły mit o tym, że weganie jedzą tylko sałatę. W kuchni gotuje się bulion na rosół z warzyw, a na deser chłodzi się wegańska ryżowa panna cotta. Dzisiaj jemy w 100% roślinnie i dyskutujemy - czy wege kabanos może być kabanosem? ;)

Unijne nazewnictwo wegetariańskich produktów

Czy Unia Europejska zakaże kiełbasek sojowych? Jaki los spotka lubiane wegeburgery czy bezmięsny bekon? 21 października Parlament Europejski głosował nad wprowadzeniem zakazu stosowania nazw tradycyjnie kojarzonych z mięsem i nabiałem dla ich roślinnych alternatyw. Zwolennicy zakazu mówili przede wszystkim o możliwym wprowadzaniu w błąd klientów.

Wynik? Ostatecznie posłowie uznali, że dobrze widoczny napis na opakowaniu wskazujący na wegetariański skład jest wystarczającą informacją dla konsumenta w odniesieniu do mięsnych zamienników. Nazwy takie jak „wegetariańska parówka” dostatecznie dobrze informują o składzie, spodziewanym smaku i teksturze produktu.

Jednak taki los nie spotkał wegańskich odpowiedników nabiału. W tym przypadku eurodeputowani zadecydowali o konieczności utrzymania zakazu stosowania nazw produktów mleczarskich. Zauważyliście, że w sklepie nie znajdziemy na opakowaniach haseł jak „wegański ser”, czy „mleko owsiane”? Od teraz znikną też z opakowań roślinnych alternatyw nabiału napisy jak „odpowiednik sera” czy „w stylu jogurtu greckiego”.

Już od 2017 roku funkcjonuje prawo zakazujące używania określenia „mleko” do produktów roślinnych - w tym momencie w sklepie dostaniemy tylko napój roślinny. Podobnie ma się sprawa z innymi wegańskimi alternatywami dla nabiału. Jednak sprawa wydaje się być przegrana. W naszych głowach i tak przecież idziemy kupić mleko sojowe, i tak w kawiarni poprosimy o cappuccino na mleku owsianym. Czy jest to martwe prawo?

Według raportu RoślinnieJemy w 2019 roku 3,2 miliona Polaków (8,4%) deklarowało, że jest na diecie roślinnej. Najchętniej z mięsa rezygnują młodzi ludzie – co 5. osoba w przedziale wiekowym 18-24 jest wege. „Przedstawiciele pokolenia Z poszukują dodatkowej wartości, bardziej przyjaznych środowisku i bardziej etycznych rozwiązań także w swoich codziennych wyborach” – piszą autorzy raportu.

Ciekawe spostrzeżenia. Popularność diet roślinnych i świadomość konsumentów rośnie z roku na rok. Rynek roślinnych zamienników mięsa staje się coraz poważniejszym konkurentem dla przemysłu mięsnego.

 „Dlaczego Wy, weganie/ wegetarianie, nie wymyślicie własnych nazw potraw?”

To pytanie na pewno usłyszał każdy weg(etari)anin. Ja również przeprowadziłam kilka rozmów na ten temat ze znajomymi zdziwiona, że nazwanie potrawy „nuggetsami z boczniaka” może kogoś zaskoczyć. Czemu nie wymyślimy własnych nazw? Czemu wspomniane nuggetsy z boczniaka nie mogą być nazywane… kawałkami boczniaka w panierce?

Nie każdy weg(etari)anin zdecydował się na zmianę diety z powodów smakowych – faktycznie, część osób tęskni za niedzielnym schabowym z mizerią, jednak z różnych powodów podejmuje decyzję o zmianie diety. Fleksitarianie nie wykluczają zupełnie mięsa, a tylko je ograniczają. Stosowanie alternatyw, które przypominają dobrze znane produkty, pomaga stawiać pierwsze kroki w roślinnej kuchni.

Poza tym język ewoluuje wraz z potrzebami jego użytkowników. Słowa jak brafitterka, selfie, czy kubek niekapek na stałe zagościły w naszym codziennym słowniku (jak również zostały wpisane do słownika PWN). Czemu nie dziwiły nas kotlety z jajka, które przygotowywała babcia, ale upieramy się, że wegeburger powinien zmienić swoją nazwę?

 Więcej o roli języka polskiego i innych powodach „Czemu weganie udają, że jedzą mięso?”  opowiada Aśka Rzeźnik (Weganizjemy Polskę) w swoim filmie.

Często pojawiają się komentarze, że jeśli musisz udawać, że jesz mięso, to może jedz normalnie, bo najwyraźniej ci tego brakuje. (…)To że weganie i wegetarianie jedzą zamienniki produktów, których unikają [przyp. red. jedzą produkty imitujące te, których unikają], to nie jest jakaś nowa i wyjątkowa sytuacja na rynku. (…) Np. osoby, które siadają zaraz za kółko, ale chcą się napić piwerka sięgają po prostu po piwo bezalkoholowe. Także to nie jest nowość, że jemy czy pijemy coś, co ma imitować w smaku czy w wyglądzie inny produkt.