Wybór pada na Lazy Dog - restaurację i cocktail bar. Do dyspozycji mamy dwa menu - mięsne i rybne. Moja towarzyszka nie je mięsa, a ryby owszem, więc - choć bardziej kusi mnie jesiotr i dorsz - zamawiam wieprzowinę. Im więcej dań spróbujemy, tym lepiej!

Dania przygotowane tu na Restaurant Week oczywiście nawiązują do codziennego menu restauracji, ale nie występują w karcie w identycznej wersji. I dobrze - w końcu to 10-dniowe święto smakoszy i łakomczuchów, więc i menu jest odświętne.

Przystawki

Wędzony jesiotr na musie z bobu z jajkiem mole był bardzo delikatny w smaku. Całość jest łagodna, idealna dla kogoś o delikatnym podniebieniu. Drugi zestaw jest wyzwaniem, bo - choć nie przepadam za kaszanką - zamawiam pierogi z nią. Jadałam już takie dania i przyznam, że zwykle to było zapychające, mdłe danie z mocnym aromatem kaszanki. Ale tym razem nadzienie jest delikatniejsze - gdyby nie to, że przed nami jeszcze dwa dania, chętnie zjadłabym jeszcze kilka. Szczególnie, że towarzyszy im słodziutkie karmelizowane jabłko i ziołowy sos (pesto). Pierogi z kaszanką nie brzmią jak coś lekkiego i subtelnego w smaku, ale tym razem takie są!

Danie główne

Danie mojej koleżanki zawiera wszystko, co lubię - patrzę więc zazdrośnie na dorsza w łusce ziemniaczanej z czarną soczewicą, musem paprykowym i brokułem. Paprykowy sos (posmakuje fanom ajwaru) fajnie pasuje do belugi i dorsza, a są i pieczone ziemniaczki, których nigdy nie odmawiam. Moja uwaga kieruje się jednak w końcu w stronę mojego talerza, na którym ląduje - a jakże! - rzadko jadana przeze mnie wieprzowina. Oto policzki wieprzowe w sosie demi-glace. Towarzyszy im topinambur - w puree i w formie chipsów. Znów zaskoczenie, bo mięso mięciutkie, rozpływa się w ustach, a topinambur do kwadratu zadowoli fanów tego warzywa. Do tego zielenina - odświeżające listki rukwi wodnej i musztardowca. W ogóle menu Lazy Doga obfituje w ziołowe dodatki - przyjemnie smakują i ładnie wyglądają.

Deser

Na stół wjeżdża cannelloni z czekolady z kremem orzechowym z musem z marakui i owocami (borówki, maliny, truskawki). Pomysł jest fajny, ale z deserem trzeba trochę walczyć - jest mocno schłodzony, więc trudno się za niego zabrać, wbijając widelczyk. Dotyczy to i czekolady, i nadzienia - chyba lepiej odczekać chwilę po podaniu, zanim zaczniemy jeść. W drugiej wersji menu deserem jest kruszona beza z musem żurawinowym i świeżymi owocami. Wolałabym chyba więcej owoców niż musu, bo całość jest naprawdę słodka. Jeśli lubicie solidnie osłodzić sobie życie, to może być wasz typ!


Wielkość porcji

Nie należymy do największych łakomczuchów, ale i nie jesteśmy niejadkami, a do Lazy Doga przyszłyśmy naprawdę głodne. Wyszłyśmy najedzone i to powinno wystarczyć, żebyście nie martwili się o wielkość porcji. Wiele restauracji serwuje z okazji Restaurant Week menu degustacyjne, więc porcje bywają mniejsze niż zwykle, ale pamiętajcie, że to trzy dania - lepiej być po nich przyjemnie najedzonym niż bezsensownie przejedzonym. Moim zdaniem porcje zaserwowane nam w Lazy Dogu do najmniejszych nie należą - po daniu głównym głód był już tylko mglistym wspomnieniem, a w połowie deseru poczułam, że czas już na pobudzające espresso.

Wygraj bilety na Restaurant Week!

Wygląd dań


Nie przepadam za udziwnionym wyglądem, zwykle nie robią na mnie wrażenia finezyjne wycinanki, mazy, krople… Czasem takie akrobacje bywają wymuszone - przerost formy nad treścią. W Lazy Dogu na szczęście nie przesadzają. Owszem, starają się podać dania ciekawie, ale tak, żeby jedzenie było przede wszystkim apetyczne. Liście ziół i wstążki warzyw są dla mnie piękniejsze niż wszystkie pianki i pudry świata!

Obsługa

Od progu witają nas tu z uśmiechem. Zamówione napoje lądują na stole w mgnieniu oka. Kelner prezentuje menu i jest bardzo pomocny. Dania docierają do nas we właściwym czasie - jest środowe popołudnie, na zewnątrz leje deszcz, ale jedzenie i dobra atmosfera wprawiają w dobry nastrój. Takich właśnie emocji życzymy wam zarówno podczas festiwalu Restaurant Week, jak i wszystkich wyjść do restauracji!

Autor: Martyna Szydłowska