W idealnym świecie jarmarki bożonarodzeniowe byłyby pełne rzemiosła, znakomitego jedzenia wytwarzanego tradycyjnymi metodami, pełne tradycji... Bywa różnie, trzeba sięgnąć po to, co w tej imprezie najlepsze i dobrze się bawić. Sezon rozpoczynam we Wrocławiu, który tym razem wyszedł przed szereg i otworzył swój jarmark 17 listopada, a więc ponad miesiąc przed świętami. Pogoda stanęła na wysokości zadania i zaserwowała mi słoneczny, niemal zimowy (około 0 stopni) dzień. Rynek, Plac Solny i okolice zajęły kramy, stoiska, choinka...


W sobotnie przedpołudnie wrocławski rynek jest spokojnym, wręcz kameralnym miejscem, naprawdę! Choć z każdym kwadransem jest coraz więcej ludzi, można spokojnie pospacerować, pooglądać stragany i wybrać, na co ma się ochotę. To właśnie teraz lepiej przyjść na zakupy - po ser, wędliny, chleby czy upominki. Nie ma tłoku, jest widno i można dokładnie przyjrzeć się oferowanym produktom. Jeśli jednak chcecie na jarmarku spędzić czas z bliskimi, dobrze się bawić i zażyć świątecznej atmosfery, lepiej przyjdźcie wieczorem.

Jarmark jest dość rozbudowany, wkroczył też na Plac Solny, gdzie można coś przekąsić i pójść do lustrzanego labiryntu. Rano nie ma tłumów, ale kiedy wieczorem ponownie przychodzę na jarmark, jest już sporo ludzi - rodziny i przyjaciele oglądają, jak ich bliscy gubią się w korytarzach pełnych weneckich luster, próbując znaleźć wyjście. Są emocje i dużo śmiechu. Podobne emocje wywołują karuzela i pędząca kolejka - przyciągają one dzieci i dorosłych, który lubią takie szaleństwa. Najmłodsi gromadzą się też w bajkowym lasku - przestrzeni z kilkoma budkami, w których za pomocą lalek i nagrań dźwiękowych prezentowane są słynne bajki, głównie braci Grimm. Ich nieco mroczny klimat (powiedzmy sobie szczerze, nie są to najweselsze historie) pogłębia forma - surowa forma drewnianych lalek nadaje sytuacji powagi. Dzieciaki jednak ustawiają się i w skupieniu oglądają przedstawienie z nosami niemal przyklejonymi do szyby.


Na Rynku, oprócz wielu straganów, stoi też choinka. Żeby nie wyjść na marudę, przemilczę kwestię jej urody - kiedy rozświetlą ją świąteczne lampki (1 grudnia), zapewne zyska wiele uroku.

Choinka stoi jakby na uboczu - na razie większość gości gromadzi się raczej wokół stoisk z jedzeniem i - oczywiście - z grzanym winem. I to mnie bardzo cieszy, bo chłód jest dość dotkliwy - idealne okoliczności, żeby przekąsić coś gorącego.

Menu - jak to na jarmarku - uwzględnia liczne słodkości. Od tradycyjnych pierników, przez węgierski kurtosz kołacz, po hiszpańskie churros z czekoladą. Znajdą się i gofry, i wytrawne przekąski, jak chleb ze smalcem i niemieckie bratwursty. Te ostatnie wyjątkowo tu pasują - ze względu na skojarzenie z niemieckimi jarmarkami bożonarodzeniowymi, którym zwykle towarzyszą. A to tradycja, którą Niemcy rozwinęli do granic rozsądku typowego dla tego jakże racjonalnego narodu! O ile u nas jarmark przedświąteczny to miły zwyczaj, o tyle u nich to wielkie święto, bardzo ważna tradycja i prawdziwa kulminacja przedświątecznej gorączki. Zaskakujące, ale prawie wszystko z tutejszego menu dobrze smakuje z kubeczkiem grzanego wina, którego zapach niesie się po całym rynku. Wina z roku na rok występują w kolejnych, wciąż nowych, wersjach - obok tradycyjnego świątecznego grzańca jest też między innymi śliwkowy lub biały z miętą.. Zwykle nie są to wybitne trunki, więc swojego wewnętrznego sommeliera zostawcie lepiej w domu. Nie o to tu chodzi, żeby delektować się szlachetnymi winami. Rzecz w tym, żeby stanąć z przyjaciółmi przy którymś z drewnianych stolików i cieszyć się atmosferą, sącząc parujące na zimnie wino lub miód pitny.

Nie wiem, czy tego nie ma, czy przeoczyłam, ale w tej świątecznej scenerii, przy tej jesiennej, a nawet zimowej aurze marzyłby mi się… kubek barszczu czerwonego w towarzystwie prostego pasztecika albo nawet bez. Ach, jak to by smakowało!

--------------------------

Moja lista zakupów - to warto kupić na jarmarku bożonarodzeniowym we Wrocławiu (na innych pewnie podobnie):
- kubeczki na grzane wino ze stoiska z ceramiką
- Sery kozie od Maziejuków (niezbyt regionalnie, bo ich gospodarstwo Figa znajduje się w pobliżu Krosna, ale w innych częściach Polski ich produkty najłatwiej dostaniecie właśnie na wszelkich targach i jarmarkach - warto korzystać)
- miód pitny
- ozdoby świąteczne - szczególnie te drewniane
- jeśli wystarczy Wam apetytu na mały, ale bardzo elegancki deser, zjedzcie go w Nanan - mała cukiernia we francuskim stylu mieści się przy ulicy Kotlarskiej 32 i warto ją odwiedzić, przyjeżdżając do Wrocławia, nie tylko na jarmark bożonarodzeniowy