Dominika Zagrodzka: Zrezygnowałaś z kariery prawniczej na rzecz świata kulinariów. Jak do tego doszło?

Postanowiłam zrezygnować z prawa, kiedy urodziłam pierwsze dziecko, czyli jakieś 12 lat temu. Przez pewien czas pisałam artykuły z domu, aż nadszedł moment kiedy postanowiłam zrobić dyplom z dziennikarstwa kulinarnego. To pozwoliło mi zacząć prowadzić bloga – na początku był on taką pracą domową w ramach zajęć z dziennikarstwa. Z drugiej strony nie wzięło się to znikąd, od zawsze interesowało mnie gotowanie. Inspirowała mnie moja mama i jej polska kuchnia. Poza tym, dzięki temu, że pracuję z domu, mogę więcej czasu poświęcać dzieciom.

Jakie polskie potrawy pamiętasz ze swojego dzieciństwa?

Ren Behan: Najwięcej po polsku gotowała babcia, bo to była bardzo bliska jej kuchnia. Pamiętam rosół, placki, śledzie. Podobnie zresztą gotowała mama, która z kolei nauczyła gotować mnie. Pojawiały się też dania brytyjskie, ale jeśli chodzi o tradycję byliśmy wierni polskiej kuchni. Zawsze urządzaliśmy tradycyjną polską wigilię z dwunastoma potrawami, na Wielkanoc była święconka. Mama ciągle gotowała zupy: rosół z makaronem, pomidorowa, ogórkowa, grzybowa. Każdy obiad zaczynał się od dobrej polskiej zupy (śmiech). Robiła też bigos, kotlety i pierogi. Te dania pamiętam przede wszystkim. Poza tym moja mama świetnie piekła, więc na stole często pojawiała się szarlotka, placek ze śliwkami - takie ciasta z owocami bardzo mocno kojarzą mi się właśnie z Polską. Mam brata i trzy siostry, więc trochę tego gotowania w naszym domu było. Na kuchnię mamy miała też wpływ wojna - oczywiste dla niej było, że trzeba wykorzystać wszystko, nic nie może się zmarnować. Potrafiła też zrobić coś z niczego - mimo oszczędzania, nasz stół zawsze był pełen smakołyków.

A co jest Twoim ulubionym polskim daniem?

Jestem strasznym łasuchem, więc zdecydowanie słodycze. Prawdziwe pączki z powidłami śliwkowymi, sernik - to są rzeczy, których każdy powinien spróbować będąc w Polsce.

Jak to się stało, że Twoja rodzina znalazła się w Wielkiej Brytanii?

Mój tata urodził się w Polsce. Jego ojciec walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, a potem osiadł na Kresach. W 1942 roku cała rodzina została deportowana na Syberię. Stracili dom, wszystko. Ojciec i dziadek dołączyli do polskich sił zbrojnych. Po wielu trudach wylądowali w Szkocji – mój tata postanowił zostać w Wielkiej Brytanii. Rodzina mojej mamy ma taką samą historię, pochodzi z okolic Wołynia. I też osiedliła się w Wielkiej Brytanii. Obie strony mojej rodziny znalazły się tam po wojnie. Jako dzieci byliśmy wychowywani w polskiej wspólnocie w Manchesterze. Chodziłam do polskiej szkoły, uczyłam się polskiego. Studiowałam też kulturę Europy Wschodniej, część studiów spędziłam w Warszawie. Jestem bardzo dumna z moich polskich korzeni.

Często bywasz w Warszawie?

Kilka razy w roku. Lubię to miasto.

Wspomniałaś, że tutaj studiowałaś. Jak miasto zmieniło się od tego czasu?

Studiowałam w Warszawie jeszcze, kiedy wszystko było tu raczej szare (śmiech). Ostatnio miałam okazję odkryć dużo nowych miejsc, zarówno streetfoodowych, jak i klasycznych restauracji. Coraz więcej jest tu ciekawych kawiarni, cukierni. Myślę, że Warszawa, jeśli chodzi o jedzenie, może śmiało konkurować z innymi europejskimi miastami. To, że zdobyliśmy pierwsze gwiazdki Michelin też na pewno sprawia, że Polska staje się bardziej widoczna na świecie.

Jaka jest Twoja kuchnia dzisiaj? Gotujesz dużo tradycyjnych polskich dań?

Tak, chociaż moja kuchnia jest mixem różnych wpływów. Chcę, żeby moje dzieci [Ren ma trójkę dzieci,  najstarsze skończyło 12 lat] mogły spróbować potraw z różnych stron świata, odkrywać różne dania. Ale to polskie jedzenie zawsze będzie moim ulubionym, dzięki skojarzeniom z dzieciństwem. Staram się gotować je tak jak robiła to moja mama, myślę, że nie ma sensu za bardzo poprawiać przepisów.

Twoja książką zawiera jednak lekko podkręcone klasyki, np. ciasto z makiem ze śliwkami. Zresztą sam tytuł brzmi "Wild Honey and Rye: MODERN Polish Recipes".

Tak, do książki starałam się tak dobrać przepisy, żeby pokazać polską kuchnię jako atrakcyjną w odniesieniu do współczesnych trendów. Powinna zaistnieć w szerszej świadomości. Dlatego mocno podkreślam jej sezonowość, lokalność. Sam wygląd dań w książce jest też bardzo nowoczesny. Dużo znajomych mówiło mi, że mają polskie książki kucharskie w domu, ale w większości nie ma w nich zdjęć. To taki typ książki w stylu "Kuchni Polskiej", dużo tekstu, mnóstwo przepisów.

Dla kogo właściwie jest Twoja książka - bardziej dla Polaków mieszkających za granicą czy obcokrajowców?

Część moich czytelników to z pewnością ludzie, którzy mają polskie korzenie. Większość z nich wie jednak, jak gotować polskie dania z własnego doświadczenia. Niektóre osoby mówiły mi również, że były w Polsce i książka umożliwiła im powrót do smacznych wspomnień. Są też tacy, którzy kupili moją książkę, bo po prostu interesują się kuchniami innych krajów. Co ciekawe, "Wild Honey..." świetnie sprzedaje się w Stanach, tam zdecydowanie zainteresowanie kuchnią polską jest bardzo duże.

Z jakimi stereotypami się spotykasz odnośnie naszej kuchni?

Polska kuchnia jest ciężka, tłusta, pełna mięsa - to są chyba główne stereotypy. Ale wystarczy przyjechać do Warszawy, żeby zobaczyć, jak bardzo to się zmienia. Wielu nowych szefów kuchni wraca do korzeni, do starych przepisów, używają lokalnych produktów w zupełnie nowy, nietypowy sposób.   

Co Twoim zdaniem jest w polskiej kuchni atrakcyjnego dla osób z zagranicy?

Pierogi (śmiech). Chyba nie ma osoby, która by ich nie lubiła. Zresztą niemal każdy kraj ma swoją wersję pierogów. W polskiej kuchni są fantastyczne kiszonki , fermentacja jest przecież jednym z trendów, więc one też będą teraz bardziej poszukiwane. Ostatnio mój znajomy odkrył kefir - pomyślałam: "Naprawdę? Przecież moja babcia używała kefiru i znam go całe swoje życie" (śmiech).

Mam wrażenie, że kuchnie krajów wschodniej Europy są teraz bardzo modne. Przykładowo mamy świetne książki Olii Hercules na temat kuchni ukraińskiej. W Wielkiej Brytanii polska kuchnia staje się coraz bardziej popularna. Zresztą polska społeczność jest tam obecna od kilkudziesięciu lat, więc nigdy nie czułam, że polskie tradycje są dla Brytyjczyków czymś obcym, nieznanym. Myślę jednak, że docenienie polskiego jedzenia jest dla nich nowe. Dla mnie było i jest ważne, żeby znaleźć sposoby na przetrwanie naszego dziedzictwa. Polska kuchnia zawsze będzie dla mnie nieco nostalgiczna, ale lubię te powroty do swoich korzeni.

Przepisy na polskie klasyki w interpretacji Ren Behan znajdziecie na jej stronie www.renbehan.com